1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (10 g艂os贸w, 艣rednia: 4,50)
Loading...

Wspomnienia Pana Lucjana

Poni偶ej prezentujemy聽cykl wspomnie艅 pana Lucjana (emerytowanego kolejarza, kt贸ry pracowa艂 m.in. w Szczytnie, Wielbarku i Szymanach), kt贸re ukaza艂y si臋 w tygodniku “Kurek Mazurski” w numerach 43/09 – 01/10. Autorem artyku艂贸w jest 艁ukasz 艁ogmin

 

Z DOMU RODZINNEGO DO NIEWOLI

Lucjan Wo藕niak urodzi艂 si臋 we wsi Brzuze w okolicach Makowa Mazowieckiego 28 listopada 1925 roku. Od najm艂odszych lat pomaga艂 rodzicom w utrzymaniu niewielkiego gospodarstwa. P贸藕niej rozpocz膮艂 edukacj臋 w szkole powszechnej w Mroczkach, nast臋pnie kontynuowa艂 j膮 w szkole w Makowie Mazowieckim. Z powodu wybuchu drugiej wojny 艣wiatowej nie dane mu jednak by艂o uko艅czy膰 nauki.
– W lutym 1942 roku m贸j rocznik zosta艂 wyznaczony do pracy w Rzeszy 鈥 m贸wi Lucjan Wo藕niak 鈥 Czu艂em wielki strach przed tym, co mnie czeka. Ludzi skoszarowano w Wojciechowicach. Szans na ucieczk臋 nie by艂o 偶adnych.
– Stra偶e nas ci膮gle pilnowa艂y, ka偶dy ba艂 si臋 wysun膮膰 nos 鈥 opowiada.
Stamt膮d rozwo偶ono ludzi w r贸偶nych kierunkach. Pan Lucjan wraz z innymi trafi艂 do Szczytna.

KASZA BY艁A DOBRA

– W Szczytnie zaprowadzili nas do urz臋du, w kt贸rym spisywano nasze wszystkie dane 鈥 wspomina. Nast臋pnie, zostali przeprowadzeni ulicami miasta w okolice ko艣cio艂a Wniebowzi臋cia Naj艣wi臋tszej Marii Panny, gdzie znajdowa艂 si臋 sporych rozmiar贸w barak. Jak si臋 okaza艂o, mieli w tym miejscu sp臋dzi膰 noc. Ludzie dostali ciep艂y posi艂ek, niekt贸rzy pierwszy od kilku dni. By艂a to kasza ugotowana na mleku a podana w … olbrzymiej wannie.
– Wszyscy byli g艂odni, ka偶dy pcha艂 si臋 jak najbli偶ej. Pami臋tam, jak jeden z mniejszych ch艂opak贸w wpad艂 pod naporem innych do 艣rodka.
Pilnuj膮cy wi臋藕ni贸w Niemiec wyci膮gn膮艂 nieszcz臋艣nika z kadzi. Na szcz臋艣cie oby艂o si臋 bez jaki艣 powa偶niejszych konsekwencji.
– Po chwili konsternacji 鈥瀠czta鈥 rozpocz臋艂a si臋 na nowo. Kasza by艂a dobra – wspomina pan Lucjan.
W nocy zaprowadzono ich do szpitala, do 艂a藕ni, gdzie mieli by膰 umyci i odka偶eni. Na miejscu zostali rozebrani i skierowani pod prysznice. W tym samym czasie ubrania oddano do odka偶ania. Gdy otrzymali je ponownie, du偶a ich cz臋艣膰 by艂a zniszczona.
– Moja sk贸rzana kurtka i pasek ca艂kowicie si臋 skruszy艂y 鈥 wspomina.

MOJE PIERWSZE PIWO

Po tym wszystkim ponownie wr贸cili do baraku.
– Kazano nam odpoczywa膰, ale wi臋kszo艣膰 nie mog艂a zmru偶y膰 oka. Tym bardziej, 偶e na dworze zaczyna艂o ju偶 艣wita膰. Pod ogrodzeniem zacz臋li pojawia膰 si臋 tzw. kupcy, upatruj膮cy odpowiednich pracownik贸w dla siebie.
Je艅c贸w wypytywano o ich umiej臋tno艣ci. Do prac w gospodarstwie poszukiwani byli najcz臋艣ciej ludzie silni i solidnie zbudowani i ci jako pierwsi znale藕li swoich nowych 鈥瀙racodawc贸w鈥. Po jakim艣 czasie za ogrodzeniem zosta艂 jedynie pan Lucjan wraz z garstk膮 innych.
– Jeden z przygl膮daj膮cych si臋 nam zwr贸ci艂 uwag臋 na mnie. Wiedzia艂em, 偶e wybra艂 mnie, gdy偶 zaraz potem poszed艂 do biura. Widocznie za艂atwia艂 jakie艣 formalno艣ci.

Gdy wszystko ju偶 by艂o dopi臋te na ostatni guzik, udali si臋 we dw贸jk臋 w stron臋 miasta.
– Poszli艣my do knajpy znajduj膮cej si臋 przy dzisiejszej ulicy Odrodzenia.
Tam siedli przy stoliku. W milczeniu wpatrywali si臋 w siebie.
– Nagle Niemiec wsta艂 i przyni贸s艂 dwa piwa. Du偶e dla siebie i ma艂e dla mnie. Pierwszy raz w 偶yciu piwo pi艂em. Nie smakowa艂o mi, ale nie da艂em tego po sobie pozna膰.
Potem wyszli z lokalu, kieruj膮c si臋 w stron臋 bryczki.
Nie mia艂 poj臋cia, gdzie zostanie wywieziony. Liczy艂, 偶e by膰 mo偶e trafi w znane mu okolice. Przez my艣l przemkn膮艂 mu pomys艂 o ucieczce. Bardzo ucieszy艂 si臋, gdy zobaczy艂 jak bryczka skr臋ca, kieruj膮c si臋 do wyjazdu ze Szczytna w stron臋 Wielbarka. Rado艣膰 trwa艂a jednak kr贸tko, zajechali tylko po c贸rk臋 w艂a艣ciciela ziemskiego, kt贸ry odbiera艂 j膮 ze szko艂y, potem zawr贸cili, jad膮c w nieznane panu Lucjanowi strony.

CI臉呕KA PIERZYNA

Wydawa艂o mu si臋, 偶e jazda nie b臋dzie mia艂a ko艅ca. Wiedzia艂, w kt贸rym kierunku znajduj膮 si臋 by艂e ziemie polskie, przez co mia艂 r贸wnie偶 艣wiadomo艣膰 tego, 偶e ci膮gle si臋 od nich oddalaj膮. Gdy dojechali na miejsce okaza艂o si臋, 偶e b臋dzie pracowa艂 w sporym gospodarstwie w Or偶ynach.
– Sta艂a tam du偶a obora i jeszcze wi臋ksza stodo艂a, a sam w艂a艣ciciel posiada艂 150 morg贸w ziemi.
Gospodarz pokaza艂 mu jego nowy pok贸j, kt贸ry znajdowa艂 si臋 w domu. Nie by艂 zbyt du偶y, ale wygl膮da艂 na ca艂kiem zadbany. Otrzyma艂 ciep艂y posi艂ek, jednak nie bardzo mia艂 na niego ochot臋. Jak m贸wi, stres odebra艂 mu poczucie g艂odu. Zaraz po jedzeniu zosta艂 zawo艂any do pracy. By艂a ostra zima i w gospodarstwie zamarza艂a pompa t艂ocz膮ca wod臋 ze studni do budynk贸w gospodarczych. Panu Lucjanowi wr臋czono dwa wiadra i pozosta艂膮 cz臋艣膰 dnia nosi艂 wod臋 ze studni do obory. P贸藕niej przyszed艂 czas na pierwsz膮 noc w nowych warunkach.
– Dosta艂em olbrzymi膮 pierzyn臋 do przykrycia. Sporo wa偶y艂a, ale dobrze mi si臋 pod ni膮 spa艂o – wspomina.

鈥濳OMM ESSEN鈥

Rano obudzi艂o go nag艂e wtargni臋cie do pokoju c贸rki w艂a艣ciciela, kt贸ra w drzwiach powiedzia艂a: 鈥瀔omm essen鈥, po czym odwr贸ci艂a si臋 i wysz艂a. Jak przyznaje, niewiele mu to m贸wi艂o.
– 鈥濳omm鈥 to jeszcze si臋 domy艣la艂em co znaczy, ale 鈥瀍ssen鈥 – nie.
Wyszed艂 nie艣mia艂o z pokoju, rozgl膮daj膮c si臋 ostro偶nie po korytarzu. Nikogo dooko艂a nie by艂o. Wr贸ci艂 do swojego pokoju. Nied艂ugo potem rozpocz膮艂 si臋 kolejny dzie艅 pracy. Mia艂 zajmowa膰 si臋 ko艅mi. W gospodarstwie by艂o ich dziewi臋膰, a poniewa偶 lubi艂 te zwierz臋ta, praca przy nich wydawa艂a si臋 ca艂kiem zno艣na. G艂贸d jednak nie dawa艂 o sobie zapomnie膰.
– By艂em strasznie g艂odny. Znalaz艂em jak膮艣 brukiew, nie wygl膮da艂a apetycznie, ale obra艂em j膮 i zjad艂em.
W porze popo艂udniowej ponownie us艂ysza艂 znane z rana zdanie 鈥瀔omm essen鈥. Wybieg艂 szybko ze stodo艂y, ale ponownie nikogo nie widzia艂. Nie dawa艂o mu spokoju wykrzykiwane przez gospodarzy zdanie. Wieczorem spotka艂 si臋 z innym Polakiem pracuj膮cym w Or偶ynach. Zacz臋li ze sob膮 rozmawia膰. Pan Lucjan skar偶y艂 si臋, m贸wi膮c, 偶e praca jest ci臋偶ka, a dodatkowo gospodarze go g艂odz膮. Jego rozm贸wca nie kry艂 tym faktem zdziwienia.
– Na jako艣膰 jedzenia narzeka膰 mo偶na, ale nigdy na ilo艣膰. A wo艂aj膮 ci臋 w og贸le na posi艂ki? – zapyta艂.
– Ja ma艂o co rozumiem. Cz臋sto na mnie wo艂aj膮 鈥瀔omm essen鈥 鈥 odpowiedzia艂 pan Lucjan. W tym momencie Polak roze艣mia艂, si臋 t艂umacz膮c, 偶e 鈥瀔omm essen鈥 znaczy dos艂ownie 鈥瀋hod藕 … je艣膰鈥.

EPIZOD W ZGONIE

W gospodarstwie w Or偶ynach pracowa艂 do lipca 1943 roku. Wtedy to mimo 偶niw, przeniesiony zosta艂 do prac przy rozbudowie umocnie艅 w okolicach miejscowo艣ci Zgon. Jak wspomina w okresie, w kt贸rym tam przebywa艂, pracowa艂o wraz z nim oko艂o 700 ludzi. Dosta艂 przydzia艂 do ma艂ego chlewika, w kt贸rym pi臋tro wy偶ej mieszkali esesmani. Pewnego razu s艂yszeli jak mi臋dzy sob膮 rozmawiali.
– Koledzy t艂umaczyli. Niemcy przechwalali si臋 mi臋dzy sob膮, opowiadali jakie straszne rzeczy robili na wschodzie, np. wrzucali dzieci do studni… Dzie艅 w Zgonie rozpoczyna艂 si臋 od zbi贸rki na polu przy jeziorze. Nast臋pnie ludzie kierowani byli do prac. Pewnego razu rozkazano im nosi膰 cement. Jeden ze s艂abszych wi臋藕ni贸w potkn膮艂 si臋, nios膮c 40-kilogramowy worek, przewr贸ci艂 si臋, wysypuj膮c zawarto艣膰 na ziemi臋.
– Dosta艂 za to dwadzie艣cia bat贸w. Ju偶 po sz贸stym przesta艂 krzycze膰 i zemdla艂. Po ostatnim uderzeniu polano go wod膮 i kazano wr贸ci膰 do pracy. W grudniu pan Lucjan powraca do swojego gospodarza w Or偶ynach.

EGZEKUCJA LEONA

Przy 偶niwach ju偶 nie pom贸g艂, ale w gospodarstwie ca艂y rok by艂o co艣 do zrobienia. Z Or偶yn pami臋ta jeszcze spraw臋 Leona. By艂 rok 1941. Inny gospodarz zosta艂 powo艂any do wojska. W swoje miejsce mia艂 prawo otrzyma膰 pracownika, kt贸rego zadaniem by艂o sprawowanie za niego opieki nad gospodarstwem. Wybra艂 w艂a艣nie Leona. Nie pami臋ta jego nazwiska, wie jedynie, 偶e pochodzi艂 z okolic 艁om偶y.
– Nie by艂a to du偶a gospodarka. Leon zajmowa艂 si臋 ni膮 kilka lat. Jednak pewnego razu, pij膮c piwo z miejscowym 偶andarmem, zeszli na niebezpieczny temat. 呕andarm zacz膮艂 go podpytywa膰 m贸wi膮c, 偶e on to ma dobrze, bo Niemiec mu zostawi艂 swoje gospodarstwo, 偶on臋 i c贸rk臋, wi臋c na pewno si臋 nie nudzi. Leon wcale nie zaprzecza艂, a nawet zacz膮艂 podawa膰 pikantne szczeg贸艂y.
呕andarm zg艂osi艂 ca艂膮 spraw臋 w艂adzom. Bardzo szybko Leon zosta艂 aresztowany. Mniej wi臋cej po dw贸ch miesi膮cach og艂oszono zbi贸rk臋 wi臋藕ni贸w przebywaj膮cych w Or偶ynach i pobliskich miejscowo艣ciach. Gdy wszyscy byli ju偶 obecni, na ci臋偶ar贸wce przywieziono Leona.
– Wida膰, 偶e by艂 strasznie wym臋czony. Postawili go na samochodzie na krzese艂ku. Nie mia艂 si艂y sam sta膰, podtrzymywali go po bokach dwaj Niemcy. Nast臋pnie przywi膮zano lin臋 do ga艂臋zi sosny. Jeden z Niemc贸w wyg艂osi艂 mow臋, potem samoch贸d ruszy艂, Leon nawet nie drgn膮艂, jego cia艂o zwisa艂o bezw艂adnie.

DALSZE LOSY

Po wojnie pan Lucjan nie interesowa艂 si臋 losami swoich gospodarzy z Or偶yn. Dopiero w po艂owie lat siedemdziesi膮tych nawi膮za艂 kontakt z najstarsz膮 c贸rk膮 Erik膮. – Potrzebowa艂em za艣wiadczenia o tym, 偶e pracowa艂em przymusowo w czasie wojny. Od ludzi w Or偶ynach dosta艂em jej aktualny adres zamieszkania. Napisa艂em list, a jakie艣 dwa tygodnie p贸藕niej dosta艂em odpowied藕 wraz z potrzebnym mi za艣wiadczeniem.
Jak si臋 dowiedzia艂, gospodarz w czasie wojny zosta艂 zabrany przez Rosjan i zagin膮艂 bez wie艣ci. Dzieci wr贸ci艂y na star膮 gospodark臋 w Or偶ynach, jednak nie poradzi艂y sobie z jej prowadzeniem i w latach siedemdziesi膮tych wyjecha艂y do Niemiec.
– Wys艂ali艣my sobie jeszcze kiedy艣 偶yczenia 艣wi膮teczne. P贸藕niej kontakt si臋 urwa艂. Wiem, 偶e Erika i jeden z syn贸w ju偶 nie 偶yj膮.
Dzi艣 gospodarstwo, w kt贸rym pracowa艂 pan Lucjan, nale偶y do gospodarza mieszkaj膮cego w Mi臋tkich.

鈥濿YZWOLENIE鈥

Czas pracy w Or偶ynach dobiega艂 ko艅ca. W styczniu 1945 roku rodzina gospodarzy, u kt贸rych pracowa艂 pan Lucjan, postanowi艂a ucieka膰 do Jeleniowa, do swojego kuzyna. Kierunek ucieczki nie bardzo odpowiada艂 panu Lucjanowi. Uda艂o mu si臋 jednak nam贸wi膰 gospodarza, aby ten pozwoli艂 mu wr贸ci膰 do gospodarstwa napoi膰 byd艂o. Ten zgodzi艂 si臋, zastrzegaj膮c jednak, 偶e zaraz po wykonaniu zadania ma wr贸ci膰 do Jeleniowa. Pan Lucjan nie zamierza艂 jednak tego robi膰. Gdy dotar艂 na miejsce, w Or偶ynach pozostali jedynie nieliczni starzy ludzie. Wr贸ci艂 do domu swoich gospodarzy i postanowi艂 sp臋dzi膰 tam noc.
– Nie wiem, kt贸ra by艂a godzina. Us艂ysza艂em jakie艣 ha艂asy, pojedyncze strza艂y. To byli Rosjanie. Oni szukali Niemc贸w. Gdy powiedzia艂em, 偶e jestem Polakiem, zostawili mnie.
Jeszcze tej samej nocy postanowi艂 dotrze膰 do Szczytna.
Od Or偶yn do Szczytna jecha艂 na sze艣ciu rowerach, kt贸rych sporo le偶a艂o na poboczach drogi, a doszed艂… piechot膮. Za ka偶dym razem, gdy spotka艂 Rosjanina musia艂 odda膰 mu posiadany bicykl. Gdy w ko艅cu dotar艂 do celu, chcia艂 dalej kierowa膰 si臋 w stron臋 swoich rodzinnych ziem, czyli okolic Makowa Mazowieckiego. – W Szczytnie jednak zosta艂em wraz z innymi z艂apanymi Polakami skierowany do Korpel, gdzie znajdowa艂o si臋 biuro. Tam nas przes艂uchano, ale szybko wypuszczono. Uda艂em si臋 w dalsz膮 podr贸偶. Tym razem mia艂em ju偶 towarzystwo. Szed艂em razem z napotkan膮 ukrai艅sk膮 rodzin膮.

DO DOMU NIE DOTAR艁EM

W okolicach Nowin spotkali jad膮cego na rowerze 偶o艂nierza radzieckiego. Po chwili rozmowy, w momencie, gdy chcieli si臋 ju偶 z nim 偶egna膰 ten nakaza艂 im, aby udali si臋 za nim. Dla potwierdzenia tego, 偶e nie chce s艂ucha膰 偶adnych s艂贸w sprzeciwu zdj膮艂 z ramienia karabin i prze艂adowa艂 go. Okaza艂o si臋, 偶e w Nowinach zosta艂 utworzony punkt, gdzie gromadzone by艂o byd艂o pozostawione przez uciekaj膮cych Niemc贸w.
– By艂o ju偶 tam sporo ludzi, kt贸rych sp臋dzono, aby zaj臋li si臋 inwentarzem.
On sam mia艂 zaj膮膰 si臋 dowozem siana.
– Dosta艂em takie du偶e sanie, w kt贸re zaprz臋gni臋te by艂y dwa konie. Mia艂em je藕dzi膰 w okolice jeziora saskiego, gdzie znaleziono du偶e zapasy siana i przywozi膰 je do Nowin. Po sze艣ciu kursach nast臋powa艂a zmiana i zast臋powa艂 mnie kolejny na li艣cie. Niestety, gorzej sprawa wygl膮da艂a z wod膮. Nale偶y pami臋ta膰, 偶e wi臋kszo艣膰 藕r贸de艂 by艂a zamarzni臋ta. Krowy zacz臋艂y zdycha膰. Zwo艂ano zebranie, na kt贸rym miano zdecydowa膰 co zrobi膰 z pad艂ymi zwierz臋tami. Uznano, 偶e najlepiej b臋dzie zdj膮膰 z nich sk贸ry, a resztki zaci膮gn膮膰 ko艅mi do pobliskiego lasu.
– Mi臋dzy drzewami wala艂y si臋 dziesi膮tki szcz膮tek pad艂ych zwierz膮t. Mi臋sa mieli艣my pod dostatkiem, brakowa艂o za to chleba.

WIELBARK

Po mniej wi臋cej tygodniu skierowany zosta艂 do prac przy lotnisku w Szymanach. Ci臋偶ar贸wka, kt贸r膮 jechali na lotnisko, b臋d膮c ju偶 tu偶 pod Szymanami nagle zawr贸ci艂a i zawioz艂a wszystkich do Wielbarka.
– Trafili艣my tam do obozu, gdzie nas zrewidowano.
Zabrano im wszystkie rzeczy, kt贸re mieli przy sobie. Zostali umieszczeni w wielkim baraku. Jak wspomina pan Lucjan, mog艂o tam by膰 oko艂o 500 os贸b. Przebywa艂 tam oko艂o tygodnia. Szanse na ucieczk臋 by艂y niewielkie.
– Mnie si臋 trafi艂o miejsce przy samym wyj艣ciu. Mia艂em wi臋cej 艣wie偶ego powietrza. G艂臋biej by艂o gorzej.
Stamt膮d prowadzani byli do budynku przy ulicy Kopernika, gdzie rezydowa艂o NKWD, na przes艂uchania. Przysz艂a kolej tak偶e i na pana Lucjana.
Ma艂y 偶o艂nierz z wielkim karabinem zaprowadzi艂 go do pokoju, w kt贸rym siedzia艂a trzyosobowa komisja. Przes艂uchanie trwa艂o dosy膰 d艂ugo.
– Pytano mnie, dlaczego pracowa艂em dla Niemca, zamiast i艣膰 do partyzantki.
W ko艅cu, po ostrzejszej wymianie zda艅, uda艂o si臋 mu uzyska膰 przepustk臋.
– Enkawudzista wzi膮艂 kawa艂ek gazety i napisa艂 po rosyjsku: Przepu艣ci膰.
Pocz膮tkowa rado艣膰 nie trwa艂a d艂ugo. Taka przepustka nie znaczy艂a praktycznie nic. Pierwszy napotkany Rosjanin zgni贸t艂 j膮 i kaza艂 zawraca膰 do obozu. Pan Lucjan mia艂 jednak szcz臋艣cie. W momencie, gdy doprowadzony zosta艂 do obozu, trwa艂 tam handel. Ludzie zajmuj膮cy si臋 w Nowinach byd艂em potrzebowali wi臋cej os贸b do pracy, w zamian oferowali stra偶nikom alkohol. Pan Lucjan ponownie trafi艂 do tej miejscowo艣ci.
– Po mniej wi臋cej tygodniu Rosjanie pop臋dzili byd艂o, a ludzi zapakowali i przywie藕li do Szczytna. Tu trafi艂em do pracy przy za艂adunku transport贸w z dobrami, kt贸re jecha艂y p贸藕niej do ZSRR.

KOLEJ ALBO MILICJA

艁adowali wszystko, poczynaj膮c od licznik贸w na wod臋 poprzez pianina i inne sprz臋ty. Wszystko dok艂adnie by艂o pakowane w skrzynki, kt贸re sami zbijali. Wraz z up艂ywem czasu relacje mi臋dzy pracownikami a pilnuj膮cymi ich stra偶nikami znacznie si臋 poprawi艂y.
– Zacz臋li艣my handlowa膰 z Rosjanami. Nasz膮 walut膮 by艂 bimber, kt贸ry sami p臋dzili艣my.
W ten spos贸b udawa艂o im si臋 kupi膰 wiele d贸br. Mieli mo偶liwo艣膰 zdobycia 偶ywno艣ci, odzie偶y, a nawet lekarstw.
– Po pewnym czasie zacz臋to rozpowszechnia膰 informacje o tym, 偶e poszukiwani s膮 ludzie do pracy. Rosjanie nie stawiali przeszk贸d, jak kto艣 sobie znalaz艂 prac臋, pozwalano mu odej艣膰. Okaza艂o si臋 jednak, 偶e poszukiwani s膮 jedynie kandydaci do pracy na kolei i w milicji. Ja wybra艂em kolej.

POCZ膭TKI NA KOLEI

Swoj膮 karier臋 na kolei pan Lucjan rozpoczyna艂 od pracy zwrotniczego najpierw w Szczytnie, a p贸藕niej w Wielbarku. Szybkie awanse na kolejne stanowiska zawdzi臋cza艂 uko艅czeniu przed wojn膮 szko艂y.
– W tym okresie potrzebowano ludzi do pracy na ka偶dym stanowisku. Niekt贸rzy umieli si臋 jedynie podpisa膰. Ja mia艂em o wiele 艂atwiej Po uko艅czeniu odpowiednich kurs贸w i szkole艅 zostawa艂 kolejno starszym zwrotniczym, nastawniczym, dy偶urnym ruchu a na pocz膮tku lat 50. zawiadowc膮 stacji. – Praca na kolei by艂a ci臋偶ka. Na pocz膮tku wygl膮da艂o to tak, 偶e pracowa艂o si臋 szesna艣cie godzin, potem tyle samo odpoczynku i zn贸w na szesna艣cie godzin do pracy. Cz艂owiek jednak by艂 zadowolony, nie mia艂 ju偶 nad sob膮 kata, czu艂o si臋 wolno艣膰.

WIELBARK TU呕 PO WOJNIE

– Gdy przyby艂em do Wielbarka, miasto wydawa艂o si臋 praktycznie wyludnione, miejscowo艣膰 zosta艂a ograbiona, szyby powybijane, du偶e sterty gruzu le偶a艂y przy ulicach. Ludzie m贸wili, 偶e nie wiadomo, czy to b臋d膮 nasze ziemie, wi臋c ka偶dy szabrowa艂 ile si臋 da艂o.
Poniemiecka infrastruktura kolejowa zosta艂a ca艂kowicie zniszczona. Tor prowadz膮cy do Nidzicy rozorano.
Poniewa偶 budynek stacyjny le偶a艂 w gruzach, stacj臋 zorganizowano w domu przy dzisiejszej ulicy Czarnieckiego 21.
Przed budynkiem znajdowa艂a si臋 ogromna, drewniana rampa kolejowa.
– Z jednej jej strony le偶a艂y tory o normalnej szeroko艣ci, z drugiej szyny by艂y dostosowane do poci膮g贸w o szerokim rozstawie osi. Ten tor ci膮gn膮艂 si臋 w stron臋 Ostro艂臋ki.
Na drewnianej rampie dokonywano prze艂adunk贸w d贸br zrabowanych w okolicy do poci膮g贸w jad膮cych w kierunku granicy z ZSRR.
– W bardzo kr贸tkim czasie po przej臋ciu stacji w r臋ce polskie tor zosta艂 z powrotem przebudowany na potrzeby poci膮g贸w normalnotorowych.
Na parterze budynku stacji swoj膮 siedzib臋 mia艂 dy偶urny ruchu i oko艂o trzydziestoosobowy oddzia艂 sokist贸w, pi臋tro wy偶ej znajdowa艂a si臋 poczekalnia. Zniszczona wie偶a ci艣nie艅 uniemo偶liwia艂a wodowanie parowoz贸w. Problem ten rozwi膮zano w dosy膰 prosty spos贸b.
– Do dzi艣 przy mo艣cie nad rzek膮 znajduje si臋 delikatny pag贸rek. Tam by艂 posterunek z pompami i z 偶urawiem. W臋偶e z jednej strony zanurzone w rzeczce, z drugiej w parowozie pompowa艂y wod臋 dzi臋ki pracy pot臋偶nych silnik贸w dieslowskich.

NIEMIECKIE PIWO

Ze zniszczonym budynkiem stacyjnym w Wielbarku wi膮偶e si臋 ciekawa anegdota. Jeszcze w czasie wojny, gdy funkcjonowa艂 on w miar臋 normalnie znajdowa艂y si臋 w nim kasy, poczekalnie a tak偶e bufet. Po wojnie budynku nie uda艂o si臋 odremontowa膰. Jego pozosta艂o艣ci przykryte zosta艂y cienk膮 warstw膮 ziemi. Pewnego razu do pana Lucjana zg艂osili si臋 ludzie pracuj膮cy w s艂u偶bie drogowej kolei.
– Poszukiwali cegie艂. Pokaza艂em im miejsce, gdzie znajdowa艂y si臋 piwnice i fundamenty zasypanego budynku stacyjnego.
Robotnicy pocz膮tkowo z niedowierzaniem zacz臋li kopa膰. Bardzo szybko dobrn臋li do praktycznie nietkni臋tych cegie艂. Jak si臋 okaza艂o, budulec znajdowa艂 si臋 w bardzo dobrym stanie.
– Ceg艂y wygl膮da艂y na nowe. Robotnicy znale藕li r贸wnie偶 co艣 jeszcze. Z wielkim trudem wyci膮gn臋li dwie albo trzy beczki poniemieckiego piwa. Prawdopodobnie dokopali si臋 do piwnic bufetu, kt贸ry tu kiedy艣 dzia艂a艂. Piwo by艂o dobre. Chyba ze dwa dni trwa艂a impreza.

DY呕URNY RUCHU

Po uko艅czeniu kursu dy偶urnych ruchu, skierowany zosta艂 na rok do Nidzicy.
– Tam pozna艂em co to praca na kolei. Wielbark by艂 ma艂膮 stacyjk膮, raptem trzy tory, na kt贸rych przyjmowano poci膮gi, w Nidzicy takich tor贸w by艂o siedem. Praca w Nidzicy wi膮za艂a si臋 dodatkowo z uci膮偶liwymi dojazdami. Szybko jednak powr贸ci艂 do Wielbarka. Rado艣膰 niestety nie trwa艂a d艂ugo. Zosta艂 wyznaczony jako zawiadowca stacji do S膮top 鈥 Samulewa.
– Nie chcia艂em si臋 tam przenosi膰. Przekonywa艂em swojego zwierzchnika, 偶e 偶ona si臋 ze mn膮 rozejdzie je艣li b臋dziemy musieli wyjecha膰 z Wielbarka. Uda艂o si臋.
Przeniesiony zosta艂 do pracy w Szymanach.
– By艂o blisko, a pracowa艂o si臋 tam dosy膰 dobrze. Cz臋sto odprawiali艣my transporty wojskowe, a wojsko to wiadomo – dyscyplina i porz膮dek.

JAK TRWOGA TO DO BOGA

Po oko艂o czteroletnim pobycie w Szymanach powr贸ci艂 do pracy jako zawiadowca stacji w Wielbarku. W latach sze艣膰dziesi膮tych przez miejscowo艣膰 cz臋sto przeje偶d偶a艂y wagony budowane dla ZSRR w NRD. Pewnego razu w jednym z nich zagrza艂a si臋 o艣. Wagon nale偶a艂o odczepi膰 i dokona膰 nale偶ytych napraw. – By艂 to wagon przystosowany do jazdy w ZSRR. Zamiast zderzak贸w mia艂 tzw. autoszczep, co艣 takiego jak w tramwaju.
Jednym s艂owem nie mo偶na go by艂o pod艂膮czy膰 do pierwszego lepszego sk艂adu, lecz nale偶a艂o czeka膰, a偶 b臋dzie jecha艂 kolejny transport wagon贸w posiadaj膮cych identyczny system 艂膮czenia. Po kilkudziesi臋ciu dniach przeje偶d偶a艂 poci膮g, do kt贸rego mieli pod艂膮czy膰 feralny wagon. Mimo licznych pr贸b nie uda艂o si臋. W ko艅cu wagon sp臋dzi艂 w Wielbarku kilka miesi臋cy.
– Pewnego dnia zauwa偶y艂em, 偶e wagon znikn膮艂.
Okaza艂o si臋, 偶e zosta艂 pod艂膮czony do sk艂adu, kt贸ry przeje偶d偶a艂 przez Wielbark noc膮.
– Sta艂o si臋 tak dzi臋ki 贸wczesnemu proboszczowi Ryszardowi Domagale. W czasie okupacji by艂 pomocnikiem maszynisty. Jak si臋 okaza艂o takie wagony nale偶a艂o 艂膮czy膰 na prostym torze, a nie na 艂uku jak robili艣my to my. Ksi膮dz skwitowa艂 to: – Mszy to 偶aden by nie odprawi艂, a ja wagony szczepiam.

CHLOREM ODDYCHA SI臉 RAZ

Przez Wielbark przeje偶d偶a艂o wiele niebezpiecznych transport贸w wioz膮cych chemikalia, np. chlor. Pewnego razu taki sk艂ad zatrzyma艂 si臋 na jaki艣 czas na bocznicy. – By艂 to sk艂ad z Gda艅ska do Bia艂egostoku. Gdy przechodzi艂em wzd艂u偶 wagon贸w zauwa偶y艂em, 偶e jeden z zawor贸w nie jest szczelny. Kropla za kropl膮 z wagonu uchodzi艂 chlor.
– Jest to silnie truj膮cy pierwiastek. Mia艂em 艣wiadomo艣膰, 偶e chlorem oddycha si臋 raz, ale na otwartej przestrzeni, przy stosunkowo niewielkim wycieku, nic mi si臋 nie sta艂o.
Wiedzia艂, 偶e w takiej sytuacji trzeba by艂o wezwa膰 specjaln膮 ekip臋, kt贸ra zneutralizowa艂aby 艂adunek. Pobieg艂 szybko do kierownika poci膮gu, aby powiedzie膰 mu co si臋 dzieje
– Ten spokojnie odpowiedzia艂, 偶e to nic takiego. Wzi膮艂 do r臋ki du偶y m艂ot i z ca艂ej si艂y waln膮艂 w zaw贸r. Przesta艂o ciec, semafor za jaki艣 czas si臋 podni贸s艂 i poci膮g odjecha艂.

OD INSTRUKTORA DO KONTROLERA

Po okresie pracy w Wielbarku, pan Lucjan zosta艂 wyznaczony do pracy jako instruktor. Je藕dzi艂 wtedy po ca艂ym wojew贸dztwie, prowadz膮c kursy dla chc膮cych dokszta艂ci膰 si臋 kolejarzy.
– W pewnym okresie uczy艂em chyba z 700 os贸b.
Praca na tym stanowisku nie trwa艂a d艂ugo. Po oko艂o trzech latach zosta艂 kontrolerem. Obszar, na jakim dzia艂a艂, rozci膮ga艂 si臋 od Nasielska przez Dzia艂dowo do Olsztyna, od Nidzicy do Szczytna i od Czerwonki a偶 po E艂k.
– Lubi艂em t臋 prac臋. Samemu si臋 ustala艂o co i gdzie chce si臋 skontrolowa膰. Z tego okresu pami臋tam najwi臋cej. Cz艂owiek spotyka艂 si臋 z wieloma lud藕mi, rozmawia艂, poznawa艂 ich problemy.

KONTROLA W BISKUPCU

Pewnego razu pan Lucjan wybra艂 si臋 na kontrol臋 do Biskupca i Mr膮gowa. Poszed艂 na nastawni臋 w Biskupcu. Pracowa艂a tam kobieta mieszkaj膮ca w Targowskiej Woli. Nie spieszy艂 si臋 zbytnio, gdy偶 autobus odje偶d偶aj膮cy do Mr膮gowa mia艂 dopiero za kilka godzin.
– By艂 ju偶 wiecz贸r. Zgodnie z nakazem, wszystkie zb臋dne 艣wiat艂a na nastawni by艂y wygaszone, siad艂em przy stoliku, na kt贸rym 艣wieci艂a si臋 nocna lampka i zacz膮艂em przegl膮da膰 ksi臋g臋 rejestrow膮.
Wszystko by艂o w porz膮dku, zreszt膮, jak m贸wi, szuka艂 powa偶nych przewinie艅, nigdy nie czepiaj膮c si臋 byle czego.
– W pewnym momencie us艂ysza艂em dziwny ha艂as, co艣 jakby si臋 za mn膮 poruszy艂o. Obejrza艂em si臋, ale nic nie widzia艂em.
Po pewnym czasie sytuacja si臋 powt贸rzy艂a. Tym razem pan Lucjan wsta艂, podszed艂 do skrzyni, w kt贸rej trzymano w臋giel i odchyli艂 wieko.
– Na kilka sekund mnie zamurowa艂o. Zobaczy艂em ma艂ego ch艂opca le偶膮cego na w臋glu.

ODKRY艁EM BIED臉

Spojrza艂 na kobiet臋 pracuj膮c膮 na nastawni, ta sta艂a nieruchomo, przestraszona.
– To by艂o niedopuszczalne, aby do budynku zabiera膰 ze sob膮 dziecko. Za co艣 takiego straci艂aby prac臋.
Szybko przemy艣la艂 ca艂膮 sytuacj臋. Nie chc膮c straszy膰 ch艂opca, wr臋czy艂 mu cukierki, kt贸rych gar艣膰 zawsze nosi艂 przy sobie. Pan Lucjan w tym okresie pali艂 du偶e ilo艣ci papieros贸w, po kt贸rych lubi艂 poprawi膰 sobie smak w ustach ss膮c cukierki.
– Ch艂opcu, gdy otrzyma艂 ca艂膮 gar艣膰 艂akoci, a偶 si臋 oczy za艣wieci艂y. M贸wi艂, 偶e s膮 pyszne, a to by艂y zwyk艂e cukierki.
Jak si臋 dowiedzia艂, kobieta mia艂a jeszcze siedmioletni膮 dziewczynk臋, kt贸ra opiekowa艂a si臋 w domu najm艂odszym dzieckiem. Za艣 trzyletniego syna, najwi臋kszego 艂obuziaka, bra艂a ze sob膮 do pracy, obawiaj膮c si臋, 偶e c贸rka nie poradzi sobie z dwojgiem dzieci.
– Przecie偶 ona nie wzi臋艂a dziecka dla rozrywki, tylko nie mia艂a go z kim zostawi膰. Odkry艂em bied臋. Zastanawia艂em si臋 przez chwil臋, co z ca艂膮 spraw膮 dalej zrobi膰.
Zna艂 贸wczesnego zawiadowc臋 stacji w Biskupcu, oficera wojska.
– Wiedzia艂em jaki jest z charakteru. Domy艣la艂em si臋, 偶e jak tylko si臋 dowie o ca艂ym zdarzeniu zwolni kobiet臋 z pracy. Postanowi艂em nie informowa膰 o tym nikogo.
Zawiadowca z Biskupca do ko艅ca swojej s艂u偶by nie dowiedzia艂 si臋 o tym zaj艣ciu.
G艂贸wny sprawca ca艂ego zamieszania jeszcze d艂ugo dopytywa艂 si臋, kiedy znowu przyjedzie wujek, kt贸ry tak hojnie obdarowa艂 go cukierkami.

POCI膭G SPECJALNY

Zdarzenie to mia艂o miejsce w latach siedemdziesi膮tych. B臋d膮c w Dzia艂dowie, pan Lucjan otrzyma艂 piln膮 informacj臋, 偶e od strony Warszawy nadje偶d偶a poci膮g specjalny. Wydano te偶 polecenie, 偶e ma do niego wsi膮艣膰.
– Dopiero jak wsiad艂em dowiedzia艂em si臋, 偶e poci膮giem podr贸偶uj膮 wa偶ne persony: przyw贸dca Rumunii Nicolae Ceausescu i premier Polski Piotr Jaroszewicz.
Sk艂ad zestawiony by艂: z parowozu, salonki, w kt贸rej przebywali pracownicy zapasowi PKP, tacy jak maszyni艣ci czy 艂膮czno艣ciowcy, wagonu ochrony, salonki Ceausescu, salonki Jaroszewicza, bufetu oraz wagonu zbrojeniowego, gdzie znajdowa艂a si臋 bro艅 i amunicja. Taki poci膮g mia艂 wyznaczone czasy przejazdu oraz przybycia do stacji docelowej. 艢rednia pr臋dko艣膰 wynosi艂a zaledwie 40 km/h.
– Warszawscy kolejarze zawsze pozwalali sobie na wi臋cej i nie stosowali si臋 艣ci艣le do przepis贸w. Okaza艂o si臋, 偶e jechali szybciej ni偶 powinni, dlatego my, by dotrze膰 do G膮g艂awek czasowo musieli艣my jecha膰 bardzo wolno. W niekt贸rych momentach z poci膮gu mo偶na by艂o wyskoczy膰 i wskoczy膰 do niego ponownie. Dzi臋ki temu mieli du偶o wolnego czasu, kt贸ry sp臋dzali g艂贸wnie na grach w karty.

PYSZNY SALCESON

W czasie jazdy do salonki, gdzie przebywali pracownicy PKP, wszed艂 oficer ochrony i zaprosi艂 wszystkich do bufetu na kolacj臋. 呕eby do niego dotrze膰, musieli przej艣膰 przez ca艂y sk艂ad.
– Najwi臋ksze wra偶enie zrobi艂y na mnie dywany w salonkach, kt贸rymi jechali oficjele. Mia艂y strasznie d艂ugie w艂osie i by艂y bardzo mi臋kkie. Nigdy u nikogo w domu takich nie widzia艂em.
Jak opowiada pan Lucjan, konstrukcyjnie wagony wygl膮da艂y tak samo jak i inne. Tak偶e by艂y podzielone na przedzia艂y, r贸偶ni艂y si臋 jednak, i to bardzo, komfortowym wyko艅czeniem.
– Jak przechodzi艂em przez salonk臋 Ceausescu mign臋艂a mi gdzie艣 jego posta膰, widoczna mi臋dzy niedoci膮gni臋tymi zas艂onami.
Gdy doszli do bufetu, wszyscy siedli przy sporych rozmiar贸w stole.
– Czekali艣my jakie specja艂y nam podadz膮. Kelner po pewnym czasie przyni贸s艂 kaszank臋 i salceson. Do picia mieli艣my albo kaw臋 zbo偶ow膮, albo herbat臋. Dzi艣 mo偶e si臋 wydawa膰, 偶e nie by艂o to nic specjalnego. Wtedy ci臋偶ko by艂o dosta膰 wyroby z mi臋sa. R贸wnie偶 jako艣膰 i smak nie mia艂y por贸wnania z tymi, kt贸re mo偶na by艂o dosta膰 w sklepach.

G膭G艁AWKI

Po obfitej kolacji, z kt贸rej niekt贸rzy wzi臋li prowiant na dalsz膮 cz臋艣膰 wycieczki, udali si臋 ponownie do swojej salonki. Czas mija艂 powoli. Poci膮g wl贸k艂 si臋 niemi艂osiernie wolno. W ko艅cu po kilku godzinach dojechali do G膮g艂awek. Pogoda by艂a marna, by艂o zimno, pada艂a g臋sta m偶awka a nag艂e podmuchy wiatru wywo艂ywa艂y g艂o艣ny szelest pobliskich drzew. Nikomu si臋 nie spieszy艂o, aby wysiada膰. Na stacji sta艂a ma艂a grupka oficjeli ubranych w garnitury i p艂aszcze, chroni膮ca si臋 przed uderzaj膮cymi ich falami kropel deszczu.
W poci膮gu zapanowa艂a konsternacja. Okaza艂o si臋 bowiem, 偶e zbyt ma艂o przedstawicieli w艂adz ze strony polskiej przyby艂o na powitanie tak znanego polityka sojuszniczego kraju.

– Nagle kto艣 wpad艂 do naszego wagonu, ka偶膮c szybko wychodzi膰 na zewn膮trz.
Mimo zdziwienia zaistnia艂膮 sytuacj膮, obs艂uga poci膮gu pos艂usznie wysz艂a z salonki na pobliski peron.
– Mieli艣my ustawi膰 si臋 w r贸wnym rz臋dzie, kto艣 pospiesznie przeszed艂 wzd艂u偶 niego sprawdzaj膮c, czy wygl膮damy w miar臋 porz膮dnie.
Stali tak przez chwil臋, a偶 w wyj艣ciu wagonu pojawi艂a si臋 posta膰 rumu艅skiego polityka.
– Podszed艂 do pierwszego kolegi, my艣l膮c, 偶e to przedstawiciel w艂adz. U艣miechn膮艂 si臋 i u艣cisn膮艂 mu d艂o艅. Jako 偶e sta艂em w 艣rodku troch臋 poczeka艂em na swoj膮 kolej. W ko艅cu podszed艂 i do mnie. Popatrzy艂, poda艂 d艂o艅 i poszed艂 dalej.
Ci, kt贸rzy stali na pocz膮tku rz臋du, dostali nakaz, aby przej艣膰 za plecami koleg贸w, 偶eby jeszcze raz przywita膰 Ceausescu.

ODJAZD

Po ca艂ej akcji kolejarze 艣miali si臋 do rozpuku, 偶e pewnie Ceausescu nie spodziewa艂 si臋, i偶 w takich G膮g艂awkach mo偶e mu wyj艣膰 tyle ludzi na powitanie.
– Po chwili podjecha艂y rz膮dowe wo艂gi i czajki. Oficjele bardzo szybko si臋 do nich zapakowali i ruszyli w dalsz膮 drog臋.
Odk膮d z poci膮gu wysiedli politycy, przesta艂 by膰 on poci膮giem specjalnym. Jednym s艂owem w drog臋 powrotn膮 m贸g艂 si臋 uda膰 jako zwyk艂y sk艂ad, kt贸rego nie obowi膮zuj膮 dodatkowe ograniczenia.
– By艂o zimno, ale zawiadowca stacji zaprosi艂 nas na herbat臋. Gdy ju偶 si臋 zagrzali艣my, odprawili艣my poci膮g z powrotem, a ja autobusem wr贸ci艂em do domu.

TRAGEDIA POD DZIA艁DOWEM

Nie wszystkie wspomnienia pana Lucjana s膮 opowie艣ciami przyjemnymi dla ucha. Bez w膮tpienia zaliczy膰 do nich mo偶na te dotycz膮ce wypadk贸w, do jakich dosz艂o na kolei. Pierwszy, o kt贸rym m贸wi, wydarzy艂 si臋 pod Dzia艂dowem. Mia艂o to miejsce na przeje藕dzie w okolicach miejscowo艣ci Komorniki, le偶膮cej przy drodze prowadz膮cej z Olsztyna do Dzia艂dowa. Do dzi艣 znajduje si臋 tam niestrze偶ony przejazd.
– Gdy dojechali艣my na miejsce, cz臋艣膰 rzeczy zosta艂a ju偶 zebrana. Jednak i tak widok by艂 przera偶aj膮cy. Dooko艂a wala艂o si臋 pe艂no cz臋艣ci. Samoch贸d by艂 tak zmielony, 偶e rozpoznanie jego marki nie wchodzi艂o w gr臋. Jedyne, co by艂o ca艂e to gumowa wycieraczka pod nogi, kt贸ra le偶a艂a w pobliskim rowie. Jak si臋 okaza艂o, samoch贸d wjecha艂 pod poci膮g pospieszny relacji Warszawa – Olsztyn. Biegli zabrali si臋 za pisanie protoko艂贸w.
– Dowiedzieli艣my si臋, 偶e samochodem podr贸偶owa艂o pi臋膰 os贸b wraz z du偶ym psem, wilczurem. Nikt nie prze偶y艂. Wszystko wskazywa艂o na to, 偶e kierowca nie zachowa艂 ostro偶no艣ci i jad膮c z g贸rki nie zdo艂a艂 zatrzyma膰 samochodu przed przejazdem.
Po przeprowadzeniu wszystkich czynno艣ci lokomotywa zosta艂a odprowadzona do Olsztyna na konieczny powypadkowy przegl膮d. Mniej wi臋cej dwa dni p贸藕niej pan Lucjan by艂 na szkoleniu w Olsztynie, na kt贸rym spotka艂 mechanika. Ten opowiada艂 mu: – Wie Pan co, ile my艣my si臋 z t膮 lokomotyw膮 zajmowali. Jak tylko wjecha艂a na kana艂 zobaczyli艣my zwini臋ty kawa艂 blachy, tkwi膮cy w jej podwoziu. Za nic nie mogli艣my go wyci膮gn膮膰. Dopiero po d艂ugim czasie si臋 uda艂o.
Okaza艂o si臋, 偶e by艂 to fragment blachy z samochodu, kt贸ry owin膮艂 si臋 wok贸艂 zapakowanych w brezentow膮 torb臋 dw贸ch butelek w贸dki.
– To wr臋cz niesamowite, 偶eby z wypadku, w kt贸rym zgin臋艂o tyle os贸b, a samoch贸d by艂 tak zniszczony, ocala艂y dwie butelki w贸dki.

ROWERZYSTA W JAGARZEWIE

Wypadek pod Dzia艂dowem nie by艂 jedynym, z kt贸rego ca艂o wysz艂a tylko butelka w贸dki. Podobne zdarzenie mia艂o miejsce na niestrze偶onym przeje藕dzie w okolicach Jagarzewa ko艂o Muszak. Tam dosz艂o do wypadku kolejowego z udzia艂em rowerzysty. Z roweru zosta艂a jedynie kupka powyginanego 偶elaza, rowerzysta ca艂ego zdarzenia nie prze偶y艂.
– To by艂o jakie艣 艣wi臋to, sklepy by艂y pozamykane. Ludzie m贸wili, 偶e kilka godzin wcze艣niej wygra艂 par臋 groszy, graj膮c w karty. Pojecha艂 na melin臋 po alkohol i wraca艂 do domu. Widocznie nie zauwa偶y艂 nadje偶d偶aj膮cego poci膮gu relacji Nidzica – Szczytno.
Najdziwniejsze by艂o to, 偶e z wypadku ocala艂a jedynie butelka w贸dki, kt贸ra przetoczy艂a si臋 po kamieniach oko艂o dwadzie艣cia metr贸w.
– Do dzi艣 nie wiem jak to mo偶liwe. Gdyby polecia艂a po trawie, 艂atwiej by艂oby wyt艂umaczy膰 to, 偶e si臋 nie pot艂uk艂a, a ona przetoczy艂a si臋 po twardych kamieniach nasypu kolejowego.

NIE DOJECHALI DO 艢WI臉TAJNA

Kolejny wypadek, jaki pami臋ta, wydarzy艂 si臋 na nieczynnym dzi艣 przeje藕dzie znajduj膮cym si臋 za Korpelami, przez kt贸ry jecha艂o si臋 kiedy艣 do Olsztyna. Pracuj膮c jako kontroler jecha艂 poci膮giem do pracy do Olsztyna. Nagle poczu艂, 偶e maszynista zaczyna gwa艂townie hamowa膰, dawa艂 tak偶e sygna艂y gwizdkiem. Poci膮g stan膮艂. – Wysiad艂em i zobaczy艂em maszynist臋, kt贸ry g艂o艣no lamentowa艂, trzymaj膮c si臋 r臋koma za g艂ow臋.
Nie m贸g艂 wydusi膰 z siebie ani jednego s艂owa. W ko艅cu powiedzia艂: – Potr膮ci艂em samoch贸d.
– Przeszed艂em na drug膮 stron臋 poci膮gu. Wygl膮da艂o to strasznie. Na skarpie przy przeje藕dzie siedzia艂a starsza kobieta, na jej skroni widzia艂em stru偶k臋 krwi. Na kolanach trzyma艂a ma艂ego ch艂opca, kt贸ry krzycza艂: gdzie jest moja mamusia.
Odwr贸ci艂 si臋 w stron臋 poci膮gu i wtedy zobaczy艂, 偶e w pobli偶u lokomotywy znajduj膮 si臋 zniszczone resztki samochodu.
– Widzia艂em te偶 nienaturalnie wykrzywione cia艂o kobiety pokryte piachem i kurzem. Troch臋 dalej na torach le偶a艂y zw艂oki m臋偶czyzny, kt贸ry zapewne by艂 ojcem ch艂opca.
W chwil臋 po ca艂ym zaj艣ciu na miejscu pojawi艂o si臋 pogotowie. Kobieta i m臋偶czyzna zgin臋li. Jak si臋 p贸藕niej dowiedzia艂, rodzina jecha艂a ze Szczecina do 艢wi臋tajna. Po ca艂ym zdarzeniu maszynista nie podj膮艂 si臋 prowadzenia dalej poci膮gu. Zast膮pi艂 go inny i po wykonaniu wszelkich niezb臋dnych czynno艣ci s艂u偶bowych odes艂ano sk艂ad do Olsztyna.
– Z tego, co pami臋tam, dochodzenie wykaza艂o, 偶e wina le偶a艂a po stronie kierowcy. Wschodz膮ce s艂o艅ce o艣lepi艂o go i nie zauwa偶y艂 nadje偶d偶aj膮cego poci膮gu. Dobrze si臋 sta艂o, 偶e ten przejazd zosta艂 zlikwidowany.

PRZESTROGA DLA INNYCH

Wielu kierowcom wydaje si臋, 偶e uda im si臋 przejecha膰 przed nadje偶d偶aj膮cym poci膮giem, nie zdaj膮 sobie sprawy jak bardzo ryzykuj膮.
– To bardzo z艂udne i niebezpieczne prze艣wiadczenie. Poci膮g to nie samoch贸d, droga jego hamowania jest o wiele d艂u偶sza.
Najcz臋艣ciej, gdy maszynista zobaczy wje偶d偶aj膮cy samoch贸d na przejazd, niewiele mo偶e zrobi膰, aby zapobiec tragedii.
– Jedyne, co mu pozostaje, to w艂膮czy膰 hamulce, gwizda膰 i liczy膰 na to, 偶e jednak nie dojdzie do zderzenia.
Niewiele os贸b zdaje sobie spraw臋, 偶e jad膮cy nawet bardzo wolno poci膮g posiada ogromny p臋d. Cz臋sto droga potrzebna do zatrzymania sk艂adu wynosi nawet oko艂o kilometra.

W DOMU RODZINNYM

W dzisiejszym artykule pan Lucjan Wo藕niak opowie o tradycjach, zwyczajach i wierzeniach dotycz膮cych okresu 艣wi膮tecznego.
Wspomnienia rozpoczynamy od czas贸w jego dzieci艅stwa, czyli lat 20. ubieg艂ego wieku.
艢wi臋ta w jego rodzinnym domu w miejscowo艣ci Brz贸ze w okolicach Makowa Mazowieckiego, by艂y d艂ugo wyczekiwane. Dzieci cieszy艂y si臋, 偶e nadchodzi czas, gdy na sto艂ach pojawi膮 si臋 lepsze dania a one same otrzymaj膮 podarki. Niepraktykowany by艂 zwyczaj pisania list贸w do 艣w. Miko艂aja. Je艣li chodzi o prezenty, to dzieci najcz臋艣ciej wykonywa艂y je … same.
– Na kilka dni przed Wigili膮 ojciec dawa艂 ka偶demu kawa艂ek kory i no偶yk. Mieli艣my wyrze藕bi膰 z niej jak膮艣 zabawk臋. Mnie najlepiej wychodzi艂y 艂贸dki.
Dzieci wierzy艂y, 偶e podarki trafiaj膮 do Miko艂aja, kt贸ry sam decyduje co komu da. Jednym s艂owem zabawki wyrze藕bione przez dzieci jednego gospodarza otrzymywa艂y dzieci innego za艣 ten odwdzi臋cza艂 si臋 tym samym.
– Oczywi艣cie my byli艣my przekonani, 偶e wszystko dzieje si臋 za po艣rednictwem Miko艂aja.
Poza rze藕bionymi zabawkami dzieci otrzymywa艂y g艂贸wnie prezenty praktyczne. By艂y to skarpety, cieplejsze buty czy spodnie, czasem s艂odycze.
Przygotowania do 艣wi膮t rozpoczyna艂y si臋 na kilka dni wcze艣niej. Wtedy to kobiety bra艂y si臋 za gotowanie 艣wi膮tecznych potraw. Wszystkie gospodynie pomaga艂y sobie wzajemnie. Zadaniem m臋skiej cz臋艣ci rodziny by艂a wyprawa do lasu po odpowiedni膮 choink臋.
– Gdy byli艣my mali, ojciec zabiera艂 nas ze sob膮. P贸藕niej, kiedy troch臋 podro艣li艣my, sami udawali艣my si臋 na poszukiwanie choinki. Niekiedy znalezienie i wybranie tego najpi臋kniejszego drzewka zajmowa艂o sporo czasu.
Po przyniesieniu choinki do domu, ojciec zajmowa艂 si臋 jej odpowiednim ustawieniem. P贸藕niej dzieci zabiera艂y si臋 za jej ubieranie. Za ozdoby s艂u偶y艂y jab艂ka, cukierki, kolorowe 艂a艅cuchy, ciastka i papierowe wycinanki. Lampkami by艂y pojedyncze 艣wieczki, przywi膮zywane do ga艂膮zek drzewka.
– Zawsze przy ubieraniu choinki panowa艂o wiele rado艣ci.
Kolacj臋 rozpoczynano dopiero, gdy wypatrzona zosta艂a pierwsza gwiazdka. Przy stole, zgodnie z tradycj膮 panuj膮c膮 do dzi艣, znajdowa艂o si臋 jedno wolne miejsce. Ojciec pana Lucjana dba艂 o to, aby pod obrusem znajdowa艂o si臋 sianko. On r贸wnie偶 jako pierwszy sk艂ada艂 偶yczenia uczestnikom wigilijnej kolacji. Na dzielenie op艂atka zapraszana by艂a zar贸wno rodzina, jak i s膮siedzi.
– Na sto艂ach znajdowa艂o si臋 pe艂no specja艂贸w. Trudno by艂o w tamtych czasach o karpia, ale ryba zawsze by艂a na stole. Najcz臋艣ciej by艂a to sma偶ona p艂otka, czasem szczupak.
Poza daniami rybnymi nie mog艂o zabrakn膮膰 makaronu z makiem, zalanego olejem lnianym oraz kapusty z grzybami.
Po kolacji wi臋kszo艣膰 mieszka艅c贸w wioski udawa艂a si臋 na pasterk臋.
Ubrana choinka sta艂a w domu do 艢wi臋ta Trzech Kr贸li, potem by艂a rozbierana.
– Wszyscy czekali艣my na ten moment. Chodzi艂o oczywi艣cie o mo偶liwo艣膰 zjedzenia tego co si臋 na niej znajdowa艂o. Najcenniejsze by艂y cukierki.

OKUPACJA

Zwyczaje panuj膮ce w miejscowo艣ci, w kt贸rej mieszka艂 pan Lucjan niewiele si臋 zmieni艂y po zaj臋ciu tych ziem przez Niemc贸w.
– Troch臋 gorzej wygl膮da艂a sytuacja z 偶ywno艣ci膮. Trzeba by艂o Niemcom oddawa膰 pewn膮 jej cz臋艣膰. Poza tym nie mo偶na by艂o zabi膰 np. 艣winiaka. Ludzie jednak kombinowali i nie by艂o tak 藕le. Niemcy nie przeszkadzali nam 艣wi臋towa膰, oni te偶 uroczy艣cie je obchodzili.
Jedyn膮 niedogodno艣ci膮 by艂 obowi膮zek posiadania przepustek na pasterk臋.
– Najcz臋艣ciej rozdawa艂 je so艂tys, po tym jak otrzyma艂 je od w艂adz niemieckich.

W NIEWOLI

艢wi臋ta sp臋dzone u niemieckiej rodziny w Or偶ynach, gdzie by艂 pracownikiem przymusowym, wspomina ca艂kiem przyjemnie. Kojarzy艂y mu si臋 zwykle z czasem, gdy pojawia艂o si臋 na sto艂ach lepsze jedzenie a w gospodarstwie opr贸cz niezb臋dnych prac nie wykonywano 偶adnych dodatkowych czynno艣ci. Kolacj臋 wigilijn膮 spo偶ywa艂 wraz z pozosta艂ymi dwoma pracownikami, tak jak i inne posi艂ki, w jednym pokoju z rodzin膮 gospodarza, siedz膮c jednak przy oddzielnym stole.
– Jedli艣my te same dania, zawsze panowa艂a troch臋 lu藕niejsza atmosfera. W zwyczaju nie by艂o jednak sk艂adania sobie 偶ycze艅 i 艂amania si臋 op艂atkiem. Niemcy obawiali si臋, 偶e kto艣 zauwa偶y, 偶e s膮 w zbyt dobrej komitywie z wi臋藕niami. Gdyby takie co艣 wysz艂o na jaw, wi臋藕niowie trafiliby do obozu, za艣 gospodarze mieliby k艂opot z otrzymaniem kolejnych pracownik贸w.
Zar贸wno on, jak i pozostali dwaj robotnicy otrzymywali od gospodarzy prezenty.
– By艂y to drobne upominki. Ja jednak do dzi艣 mile wspominam ciep艂e skarpety dziergane na drutach.
Nieco inaczej wygl膮da艂a Wigilia 1944 roku. Front zbli偶a艂 si臋 nieuchronnie. Przez wszystkie miejscowo艣ci przetacza艂y si臋 masy ludzi uciekaj膮cych na zach贸d. W czasie 艣wi膮t panowa艂y minorowe nastroje. Kilka dni wcze艣niej gospodarz wybra艂 pana Lucjana jako pomocnika przy p臋dzeniu bimbru.
– Robili艣my to w nocy w wielkim po艣piechu. Otrzyma艂em za to kilka butelek napoju. Spo偶yli艣my go razem z innymi wi臋藕niami w Wigili臋 po kolacji.

KOLEJARSKA WIGILIA 1945

Po zako艅czeniu dzia艂a艅 wojennych w 1945 roku, pierwsz膮 Wigili臋 pracownicz膮 sp臋dzi艂 wraz z innymi pracownikami kolei. Na stacj臋 w Wielbarku trafi艂o wielu kolejarzy z ca艂ej Polski.
– Sporo by艂o pracownik贸w z Bia艂egostoku, Warszawy, kilku nawet z Krakowa.
Gdy zbli偶a艂 si臋 czas 艣wi膮t, postanowiono urz膮dzi膰 prawdziw膮 kolejarsk膮 Wigili臋. Odby艂a si臋 ona w kolejowym budynku przy dzisiejszej ulicy Kajki. W rogu sali sta艂a niewielka, skromnie ubrana choinka. Opr贸cz za艂ogi stacji i sokist贸w uczestniczyli w niej zaproszeni go艣cie, m.in. komendant milicji i ksi膮dz Domaga艂a. Sto艂y by艂y jednak puste. Panowa艂a wtedy straszna bieda. Jedynym daniem by艂y sma偶one p艂otki z艂owione przez kasjera Pogorzelskiego w pobliskiej Sawicy.
– Pod jedn膮 ze 艣cian sta艂 st贸艂, przy kt贸rym siedzieli najwa偶niejsi go艣cie. Prostopadle do nich ustawione by艂y sto艂y gdzie biesiadowali pozostali. Jedynie na g艂贸wnym stole znajdowa艂y si臋 usma偶one ryby.
Po z艂o偶eniu sobie 偶ycze艅 i podzieleniu si臋 op艂atkiem przyniesionym przez ksi臋dza Domaga艂臋, od艣piewali kilkana艣cie kol臋d.
– Jedyne, czego nie brakowa艂o, to bimber. Kolejarze z Bia艂egostoku przywie藕li dwie spore kany z trunkiem. Ka偶dy pi艂 w czym si臋 da艂o.

W WIELBARKU

Ciekawe zwyczaje panowa艂y w Wielbarku w pierwszych latach po drugiej wojnie. Spo艂eczno艣膰 kolejarzy by艂a bardzo ze sob膮 z偶yta. Wi臋kszo艣膰 mieszka艂a blisko siebie, utrzymuj膮c ze sob膮 bliskie kontakty.
– Zbierali艣my sk艂adki, za kt贸re kupowali艣my drobne prezenty. Przewa偶nie ja by艂em dziadkiem Mrozem. Przebiera艂em si臋 i chodzi艂em po wszystkich domach, daj膮c upominki dzieciom.
P贸藕niej zwyczaj ten zanik艂. Pan Lucjan wspomina jednak jeszcze jedn膮 Wigili臋 zorganizowan膮 przez kolejarzy w pobliskiej szkole. Uczestniczy艂y w niej nie tylko dzieci kolejarzy. W du偶ej sali zbudowana zosta艂a specjalna 艣cianka. W czasie rozdawania prezent贸w ka偶de kolejno dziecko wyczytane, podchodzi艂o do niej i otrzymywa艂o w臋dk臋, za pomoc膮 kt贸rej musia艂o przerzuci膰 偶y艂k臋 z haczykiem ponad 艣ciank膮. Siedz膮ca za ni膮 osoba mocowa艂a na haczyku prezent, kt贸ry dziecko musia艂o samo wyci膮gn膮膰.
– Wiele przy tym by艂o 艣miechu. W tamtych czasach 艣wi臋ta oznacza艂y zupe艂nie co艣 innego ni偶 teraz. Dzi艣 wielu ludzi zapomina o wi臋zach rodzinnych, sp臋dzaj膮c je w w膮skim gronie a najwa偶niejsze dla nich to graj膮cy telewizor, jedzenie i alkohol na stole.Przez Wielbark przeje偶d偶a艂o wiele niebezpiecznych transport贸w wioz膮cych chemikalia, np. chlor. Pewnego razu taki sk艂ad zatrzyma艂 si臋 na jaki艣 czas na bocznicy. – By艂 to sk艂ad z Gda艅ska do Bia艂egostoku. Gdy przechodzi艂em wzd艂u偶 wagon贸w zauwa偶y艂em, 偶e jeden z zawor贸w nie jest szczelny. Kropla za kropl膮 z wagonu uchodzi艂 chlor.
– Jest to silnie truj膮cy pierwiastek. Mia艂em 艣wiadomo艣膰, 偶e chlorem oddycha si臋 raz, ale na otwartej przestrzeni, przy stosunkowo niewielkim wycieku, nic mi si臋 nie sta艂o.
Wiedzia艂, 偶e w takiej sytuacji trzeba by艂o wezwa膰 specjaln膮 ekip臋, kt贸ra zneutralizowa艂aby 艂adunek. Pobieg艂 szybko do kierownika poci膮gu, aby powiedzie膰 mu co si臋 dzieje
– Ten spokojnie odpowiedzia艂, 偶e to nic takiego. Wzi膮艂 do r臋ki du偶y m艂ot i z ca艂ej si艂y waln膮艂 w zaw贸r. Przesta艂o ciec, semafor za jaki艣 czas si臋 podni贸s艂 i poci膮g odjecha艂.

OD INSTRUKTORA DO KONTROLERA

Po okresie pracy w Wielbarku, pan Lucjan zosta艂 wyznaczony do pracy jako instruktor. Je藕dzi艂 wtedy po ca艂ym wojew贸dztwie, prowadz膮c kursy dla chc膮cych dokszta艂ci膰 si臋 kolejarzy.
– W pewnym okresie uczy艂em chyba z 700 os贸b.
Praca na tym stanowisku nie trwa艂a d艂ugo. Po oko艂o trzech latach zosta艂 kontrolerem. Obszar, na jakim dzia艂a艂, rozci膮ga艂 si臋 od Nasielska przez Dzia艂dowo do Olsztyna, od Nidzicy do Szczytna i od Czerwonki a偶 po E艂k.
– Lubi艂em t臋 prac臋. Samemu si臋 ustala艂o co i gdzie chce si臋 skontrolowa膰. Z tego okresu pami臋tam najwi臋cej. Cz艂owiek spotyka艂 si臋 z wieloma lud藕mi, rozmawia艂, poznawa艂 ich problemy.

KONTROLA W BISKUPCU

Pewnego razu pan Lucjan wybra艂 si臋 na kontrol臋 do Biskupca i Mr膮gowa. Poszed艂 na nastawni臋 w Biskupcu. Pracowa艂a tam kobieta mieszkaj膮ca w Targowskiej Woli. Nie spieszy艂 si臋 zbytnio, gdy偶 autobus odje偶d偶aj膮cy do Mr膮gowa mia艂 dopiero za kilka godzin.
– By艂 ju偶 wiecz贸r. Zgodnie z nakazem, wszystkie zb臋dne 艣wiat艂a na nastawni by艂y wygaszone, siad艂em przy stoliku, na kt贸rym 艣wieci艂a si臋 nocna lampka i zacz膮艂em przegl膮da膰 ksi臋g臋 rejestrow膮.
Wszystko by艂o w porz膮dku, zreszt膮, jak m贸wi, szuka艂 powa偶nych przewinie艅, nigdy nie czepiaj膮c si臋 byle czego.
– W pewnym momencie us艂ysza艂em dziwny ha艂as, co艣 jakby si臋 za mn膮 poruszy艂o. Obejrza艂em si臋, ale nic nie widzia艂em.
Po pewnym czasie sytuacja si臋 powt贸rzy艂a. Tym razem pan Lucjan wsta艂, podszed艂 do skrzyni, w kt贸rej trzymano w臋giel i odchyli艂 wieko.
– Na kilka sekund mnie zamurowa艂o. Zobaczy艂em ma艂ego ch艂opca le偶膮cego na w臋glu.

ODKRY艁EM BIED臉

Spojrza艂 na kobiet臋 pracuj膮c膮 na nastawni, ta sta艂a nieruchomo, przestraszona.
– To by艂o niedopuszczalne, aby do budynku zabiera膰 ze sob膮 dziecko. Za co艣 takiego straci艂aby prac臋.
Szybko przemy艣la艂 ca艂膮 sytuacj臋. Nie chc膮c straszy膰 ch艂opca, wr臋czy艂 mu cukierki, kt贸rych gar艣膰 zawsze nosi艂 przy sobie. Pan Lucjan w tym okresie pali艂 du偶e ilo艣ci papieros贸w, po kt贸rych lubi艂 poprawi膰 sobie smak w ustach ss膮c cukierki.
– Ch艂opcu, gdy otrzyma艂 ca艂膮 gar艣膰 艂akoci, a偶 si臋 oczy za艣wieci艂y. M贸wi艂, 偶e s膮 pyszne, a to by艂y zwyk艂e cukierki.
Jak si臋 dowiedzia艂, kobieta mia艂a jeszcze siedmioletni膮 dziewczynk臋, kt贸ra opiekowa艂a si臋 w domu najm艂odszym dzieckiem. Za艣 trzyletniego syna, najwi臋kszego 艂obuziaka, bra艂a ze sob膮 do pracy, obawiaj膮c si臋, 偶e c贸rka nie poradzi sobie z dwojgiem dzieci.
– Przecie偶 ona nie wzi臋艂a dziecka dla rozrywki, tylko nie mia艂a go z kim zostawi膰. Odkry艂em bied臋. Zastanawia艂em si臋 przez chwil臋, co z ca艂膮 spraw膮 dalej zrobi膰.
Zna艂 贸wczesnego zawiadowc臋 stacji w Biskupcu, oficera wojska.
– Wiedzia艂em jaki jest z charakteru. Domy艣la艂em si臋, 偶e jak tylko si臋 dowie o ca艂ym zdarzeniu zwolni kobiet臋 z pracy. Postanowi艂em nie informowa膰 o tym nikogo.
Zawiadowca z Biskupca do ko艅ca swojej s艂u偶by nie dowiedzia艂 si臋 o tym zaj艣ciu.
G艂贸wny sprawca ca艂ego zamieszania jeszcze d艂ugo dopytywa艂 si臋, kiedy znowu przyjedzie wujek, kt贸ry tak hojnie obdarowa艂 go cukierkami.

POCI膭G SPECJALNY

Zdarzenie to mia艂o miejsce w latach siedemdziesi膮tych. B臋d膮c w Dzia艂dowie, pan Lucjan otrzyma艂 piln膮 informacj臋, 偶e od strony Warszawy nadje偶d偶a poci膮g specjalny. Wydano te偶 polecenie, 偶e ma do niego wsi膮艣膰.
– Dopiero jak wsiad艂em dowiedzia艂em si臋, 偶e poci膮giem podr贸偶uj膮 wa偶ne persony: przyw贸dca Rumunii Nicolae Ceausescu i premier Polski Piotr Jaroszewicz.
Sk艂ad zestawiony by艂: z parowozu, salonki, w kt贸rej przebywali pracownicy zapasowi PKP, tacy jak maszyni艣ci czy 艂膮czno艣ciowcy, wagonu ochrony, salonki Ceausescu, salonki Jaroszewicza, bufetu oraz wagonu zbrojeniowego, gdzie znajdowa艂a si臋 bro艅 i amunicja. Taki poci膮g mia艂 wyznaczone czasy przejazdu oraz przybycia do stacji docelowej. 艢rednia pr臋dko艣膰 wynosi艂a zaledwie 40 km/h.
– Warszawscy kolejarze zawsze pozwalali sobie na wi臋cej i nie stosowali si臋 艣ci艣le do przepis贸w. Okaza艂o si臋, 偶e jechali szybciej ni偶 powinni, dlatego my, by dotrze膰 do G膮g艂awek czasowo musieli艣my jecha膰 bardzo wolno. W niekt贸rych momentach z poci膮gu mo偶na by艂o wyskoczy膰 i wskoczy膰 do niego ponownie. Dzi臋ki temu mieli du偶o wolnego czasu, kt贸ry sp臋dzali g艂贸wnie na grach w karty.

PYSZNY SALCESON

W czasie jazdy do salonki, gdzie przebywali pracownicy PKP, wszed艂 oficer ochrony i zaprosi艂 wszystkich do bufetu na kolacj臋. 呕eby do niego dotrze膰, musieli przej艣膰 przez ca艂y sk艂ad.
– Najwi臋ksze wra偶enie zrobi艂y na mnie dywany w salonkach, kt贸rymi jechali oficjele. Mia艂y strasznie d艂ugie w艂osie i by艂y bardzo mi臋kkie. Nigdy u nikogo w domu takich nie widzia艂em.
Jak opowiada pan Lucjan, konstrukcyjnie wagony wygl膮da艂y tak samo jak i inne. Tak偶e by艂y podzielone na przedzia艂y, r贸偶ni艂y si臋 jednak, i to bardzo, komfortowym wyko艅czeniem.
– Jak przechodzi艂em przez salonk臋 Ceausescu mign臋艂a mi gdzie艣 jego posta膰, widoczna mi臋dzy niedoci膮gni臋tymi zas艂onami.
Gdy doszli do bufetu, wszyscy siedli przy sporych rozmiar贸w stole.
– Czekali艣my jakie specja艂y nam podadz膮. Kelner po pewnym czasie przyni贸s艂 kaszank臋 i salceson. Do picia mieli艣my albo kaw臋 zbo偶ow膮, albo herbat臋. Dzi艣 mo偶e si臋 wydawa膰, 偶e nie by艂o to nic specjalnego. Wtedy ci臋偶ko by艂o dosta膰 wyroby z mi臋sa. R贸wnie偶 jako艣膰 i smak nie mia艂y por贸wnania z tymi, kt贸re mo偶na by艂o dosta膰 w sklepach.

G膭G艁AWKI

Po obfitej kolacji, z kt贸rej niekt贸rzy wzi臋li prowiant na dalsz膮 cz臋艣膰 wycieczki, udali si臋 ponownie do swojej salonki. Czas mija艂 powoli. Poci膮g wl贸k艂 si臋 niemi艂osiernie wolno. W ko艅cu po kilku godzinach dojechali do G膮g艂awek. Pogoda by艂a marna, by艂o zimno, pada艂a g臋sta m偶awka a nag艂e podmuchy wiatru wywo艂ywa艂y g艂o艣ny szelest pobliskich drzew. Nikomu si臋 nie spieszy艂o, aby wysiada膰. Na stacji sta艂a ma艂a grupka oficjeli ubranych w garnitury i p艂aszcze, chroni膮ca si臋 przed uderzaj膮cymi ich falami kropel deszczu.
W poci膮gu zapanowa艂a konsternacja. Okaza艂o si臋 bowiem, 偶e zbyt ma艂o przedstawicieli w艂adz ze strony polskiej przyby艂o na powitanie tak znanego polityka sojuszniczego kraju.

– Nagle kto艣 wpad艂 do naszego wagonu, ka偶膮c szybko wychodzi膰 na zewn膮trz.
Mimo zdziwienia zaistnia艂膮 sytuacj膮, obs艂uga poci膮gu pos艂usznie wysz艂a z salonki na pobliski peron.
– Mieli艣my ustawi膰 si臋 w r贸wnym rz臋dzie, kto艣 pospiesznie przeszed艂 wzd艂u偶 niego sprawdzaj膮c, czy wygl膮damy w miar臋 porz膮dnie.
Stali tak przez chwil臋, a偶 w wyj艣ciu wagonu pojawi艂a si臋 posta膰 rumu艅skiego polityka.
– Podszed艂 do pierwszego kolegi, my艣l膮c, 偶e to przedstawiciel w艂adz. U艣miechn膮艂 si臋 i u艣cisn膮艂 mu d艂o艅. Jako 偶e sta艂em w 艣rodku troch臋 poczeka艂em na swoj膮 kolej. W ko艅cu podszed艂 i do mnie. Popatrzy艂, poda艂 d艂o艅 i poszed艂 dalej.
Ci, kt贸rzy stali na pocz膮tku rz臋du, dostali nakaz, aby przej艣膰 za plecami koleg贸w, 偶eby jeszcze raz przywita膰 Ceausescu.

ODJAZD

Po ca艂ej akcji kolejarze 艣miali si臋 do rozpuku, 偶e pewnie Ceausescu nie spodziewa艂 si臋, i偶 w takich G膮g艂awkach mo偶e mu wyj艣膰 tyle ludzi na powitanie.
– Po chwili podjecha艂y rz膮dowe wo艂gi i czajki. Oficjele bardzo szybko si臋 do nich zapakowali i ruszyli w dalsz膮 drog臋.
Odk膮d z poci膮gu wysiedli politycy, przesta艂 by膰 on poci膮giem specjalnym. Jednym s艂owem w drog臋 powrotn膮 m贸g艂 si臋 uda膰 jako zwyk艂y sk艂ad, kt贸rego nie obowi膮zuj膮 dodatkowe ograniczenia.
– By艂o zimno, ale zawiadowca stacji zaprosi艂 nas na herbat臋. Gdy ju偶 si臋 zagrzali艣my, odprawili艣my poci膮g z powrotem, a ja autobusem wr贸ci艂em do domu.

TRAGEDIA POD DZIA艁DOWEM

Nie wszystkie wspomnienia pana Lucjana s膮 opowie艣ciami przyjemnymi dla ucha. Bez w膮tpienia zaliczy膰 do nich mo偶na te dotycz膮ce wypadk贸w, do jakich dosz艂o na kolei. Pierwszy, o kt贸rym m贸wi, wydarzy艂 si臋 pod Dzia艂dowem. Mia艂o to miejsce na przeje藕dzie w okolicach miejscowo艣ci Komorniki, le偶膮cej przy drodze prowadz膮cej z Olsztyna do Dzia艂dowa. Do dzi艣 znajduje si臋 tam niestrze偶ony przejazd.
– Gdy dojechali艣my na miejsce, cz臋艣膰 rzeczy zosta艂a ju偶 zebrana. Jednak i tak widok by艂 przera偶aj膮cy. Dooko艂a wala艂o si臋 pe艂no cz臋艣ci. Samoch贸d by艂 tak zmielony, 偶e rozpoznanie jego marki nie wchodzi艂o w gr臋. Jedyne, co by艂o ca艂e to gumowa wycieraczka pod nogi, kt贸ra le偶a艂a w pobliskim rowie. Jak si臋 okaza艂o, samoch贸d wjecha艂 pod poci膮g pospieszny relacji Warszawa – Olsztyn. Biegli zabrali si臋 za pisanie protoko艂贸w.
– Dowiedzieli艣my si臋, 偶e samochodem podr贸偶owa艂o pi臋膰 os贸b wraz z du偶ym psem, wilczurem. Nikt nie prze偶y艂. Wszystko wskazywa艂o na to, 偶e kierowca nie zachowa艂 ostro偶no艣ci i jad膮c z g贸rki nie zdo艂a艂 zatrzyma膰 samochodu przed przejazdem.
Po przeprowadzeniu wszystkich czynno艣ci lokomotywa zosta艂a odprowadzona do Olsztyna na konieczny powypadkowy przegl膮d. Mniej wi臋cej dwa dni p贸藕niej pan Lucjan by艂 na szkoleniu w Olsztynie, na kt贸rym spotka艂 mechanika. Ten opowiada艂 mu: – Wie Pan co, ile my艣my si臋 z t膮 lokomotyw膮 zajmowali. Jak tylko wjecha艂a na kana艂 zobaczyli艣my zwini臋ty kawa艂 blachy, tkwi膮cy w jej podwoziu. Za nic nie mogli艣my go wyci膮gn膮膰. Dopiero po d艂ugim czasie si臋 uda艂o.
Okaza艂o si臋, 偶e by艂 to fragment blachy z samochodu, kt贸ry owin膮艂 si臋 wok贸艂 zapakowanych w brezentow膮 torb臋 dw贸ch butelek w贸dki.
– To wr臋cz niesamowite, 偶eby z wypadku, w kt贸rym zgin臋艂o tyle os贸b, a samoch贸d by艂 tak zniszczony, ocala艂y dwie butelki w贸dki.

ROWERZYSTA W JAGARZEWIE

Wypadek pod Dzia艂dowem nie by艂 jedynym, z kt贸rego ca艂o wysz艂a tylko butelka w贸dki. Podobne zdarzenie mia艂o miejsce na niestrze偶onym przeje藕dzie w okolicach Jagarzewa ko艂o Muszak. Tam dosz艂o do wypadku kolejowego z udzia艂em rowerzysty. Z roweru zosta艂a jedynie kupka powyginanego 偶elaza, rowerzysta ca艂ego zdarzenia nie prze偶y艂.
– To by艂o jakie艣 艣wi臋to, sklepy by艂y pozamykane. Ludzie m贸wili, 偶e kilka godzin wcze艣niej wygra艂 par臋 groszy, graj膮c w karty. Pojecha艂 na melin臋 po alkohol i wraca艂 do domu. Widocznie nie zauwa偶y艂 nadje偶d偶aj膮cego poci膮gu relacji Nidzica – Szczytno.
Najdziwniejsze by艂o to, 偶e z wypadku ocala艂a jedynie butelka w贸dki, kt贸ra przetoczy艂a si臋 po kamieniach oko艂o dwadzie艣cia metr贸w.
– Do dzi艣 nie wiem jak to mo偶liwe. Gdyby polecia艂a po trawie, 艂atwiej by艂oby wyt艂umaczy膰 to, 偶e si臋 nie pot艂uk艂a, a ona przetoczy艂a si臋 po twardych kamieniach nasypu kolejowego.

NIE DOJECHALI DO 艢WI臉TAJNA

Kolejny wypadek, jaki pami臋ta, wydarzy艂 si臋 na nieczynnym dzi艣 przeje藕dzie znajduj膮cym si臋 za Korpelami, przez kt贸ry jecha艂o si臋 kiedy艣 do Olsztyna. Pracuj膮c jako kontroler jecha艂 poci膮giem do pracy do Olsztyna. Nagle poczu艂, 偶e maszynista zaczyna gwa艂townie hamowa膰, dawa艂 tak偶e sygna艂y gwizdkiem. Poci膮g stan膮艂. – Wysiad艂em i zobaczy艂em maszynist臋, kt贸ry g艂o艣no lamentowa艂, trzymaj膮c si臋 r臋koma za g艂ow臋.
Nie m贸g艂 wydusi膰 z siebie ani jednego s艂owa. W ko艅cu powiedzia艂: – Potr膮ci艂em samoch贸d.
– Przeszed艂em na drug膮 stron臋 poci膮gu. Wygl膮da艂o to strasznie. Na skarpie przy przeje藕dzie siedzia艂a starsza kobieta, na jej skroni widzia艂em stru偶k臋 krwi. Na kolanach trzyma艂a ma艂ego ch艂opca, kt贸ry krzycza艂: gdzie jest moja mamusia.
Odwr贸ci艂 si臋 w stron臋 poci膮gu i wtedy zobaczy艂, 偶e w pobli偶u lokomotywy znajduj膮 si臋 zniszczone resztki samochodu.
– Widzia艂em te偶 nienaturalnie wykrzywione cia艂o kobiety pokryte piachem i kurzem. Troch臋 dalej na torach le偶a艂y zw艂oki m臋偶czyzny, kt贸ry zapewne by艂 ojcem ch艂opca.
W chwil臋 po ca艂ym zaj艣ciu na miejscu pojawi艂o si臋 pogotowie. Kobieta i m臋偶czyzna zgin臋li. Jak si臋 p贸藕niej dowiedzia艂, rodzina jecha艂a ze Szczecina do 艢wi臋tajna. Po ca艂ym zdarzeniu maszynista nie podj膮艂 si臋 prowadzenia dalej poci膮gu. Zast膮pi艂 go inny i po wykonaniu wszelkich niezb臋dnych czynno艣ci s艂u偶bowych odes艂ano sk艂ad do Olsztyna.
– Z tego, co pami臋tam, dochodzenie wykaza艂o, 偶e wina le偶a艂a po stronie kierowcy. Wschodz膮ce s艂o艅ce o艣lepi艂o go i nie zauwa偶y艂 nadje偶d偶aj膮cego poci膮gu. Dobrze si臋 sta艂o, 偶e ten przejazd zosta艂 zlikwidowany.

PRZESTROGA DLA INNYCH

Wielu kierowcom wydaje si臋, 偶e uda im si臋 przejecha膰 przed nadje偶d偶aj膮cym poci膮giem, nie zdaj膮 sobie sprawy jak bardzo ryzykuj膮.
– To bardzo z艂udne i niebezpieczne prze艣wiadczenie. Poci膮g to nie samoch贸d, droga jego hamowania jest o wiele d艂u偶sza.
Najcz臋艣ciej, gdy maszynista zobaczy wje偶d偶aj膮cy samoch贸d na przejazd, niewiele mo偶e zrobi膰, aby zapobiec tragedii.
– Jedyne, co mu pozostaje, to w艂膮czy膰 hamulce, gwizda膰 i liczy膰 na to, 偶e jednak nie dojdzie do zderzenia.
Niewiele os贸b zdaje sobie spraw臋, 偶e jad膮cy nawet bardzo wolno poci膮g posiada ogromny p臋d. Cz臋sto droga potrzebna do zatrzymania sk艂adu wynosi nawet oko艂o kilometra.

W DOMU RODZINNYM

W dzisiejszym artykule pan Lucjan Wo藕niak opowie o tradycjach, zwyczajach i wierzeniach dotycz膮cych okresu 艣wi膮tecznego.
Wspomnienia rozpoczynamy od czas贸w jego dzieci艅stwa, czyli lat 20. ubieg艂ego wieku.
艢wi臋ta w jego rodzinnym domu w miejscowo艣ci Brz贸ze w okolicach Makowa Mazowieckiego, by艂y d艂ugo wyczekiwane. Dzieci cieszy艂y si臋, 偶e nadchodzi czas, gdy na sto艂ach pojawi膮 si臋 lepsze dania a one same otrzymaj膮 podarki. Niepraktykowany by艂 zwyczaj pisania list贸w do 艣w. Miko艂aja. Je艣li chodzi o prezenty, to dzieci najcz臋艣ciej wykonywa艂y je … same.
– Na kilka dni przed Wigili膮 ojciec dawa艂 ka偶demu kawa艂ek kory i no偶yk. Mieli艣my wyrze藕bi膰 z niej jak膮艣 zabawk臋. Mnie najlepiej wychodzi艂y 艂贸dki.
Dzieci wierzy艂y, 偶e podarki trafiaj膮 do Miko艂aja, kt贸ry sam decyduje co komu da. Jednym s艂owem zabawki wyrze藕bione przez dzieci jednego gospodarza otrzymywa艂y dzieci innego za艣 ten odwdzi臋cza艂 si臋 tym samym.
– Oczywi艣cie my byli艣my przekonani, 偶e wszystko dzieje si臋 za po艣rednictwem Miko艂aja.
Poza rze藕bionymi zabawkami dzieci otrzymywa艂y g艂贸wnie prezenty praktyczne. By艂y to skarpety, cieplejsze buty czy spodnie, czasem s艂odycze.
Przygotowania do 艣wi膮t rozpoczyna艂y si臋 na kilka dni wcze艣niej. Wtedy to kobiety bra艂y si臋 za gotowanie 艣wi膮tecznych potraw. Wszystkie gospodynie pomaga艂y sobie wzajemnie. Zadaniem m臋skiej cz臋艣ci rodziny by艂a wyprawa do lasu po odpowiedni膮 choink臋.
– Gdy byli艣my mali, ojciec zabiera艂 nas ze sob膮. P贸藕niej, kiedy troch臋 podro艣li艣my, sami udawali艣my si臋 na poszukiwanie choinki. Niekiedy znalezienie i wybranie tego najpi臋kniejszego drzewka zajmowa艂o sporo czasu.
Po przyniesieniu choinki do domu, ojciec zajmowa艂 si臋 jej odpowiednim ustawieniem. P贸藕niej dzieci zabiera艂y si臋 za jej ubieranie. Za ozdoby s艂u偶y艂y jab艂ka, cukierki, kolorowe 艂a艅cuchy, ciastka i papierowe wycinanki. Lampkami by艂y pojedyncze 艣wieczki, przywi膮zywane do ga艂膮zek drzewka.
– Zawsze przy ubieraniu choinki panowa艂o wiele rado艣ci.
Kolacj臋 rozpoczynano dopiero, gdy wypatrzona zosta艂a pierwsza gwiazdka. Przy stole, zgodnie z tradycj膮 panuj膮c膮 do dzi艣, znajdowa艂o si臋 jedno wolne miejsce. Ojciec pana Lucjana dba艂 o to, aby pod obrusem znajdowa艂o si臋 sianko. On r贸wnie偶 jako pierwszy sk艂ada艂 偶yczenia uczestnikom wigilijnej kolacji. Na dzielenie op艂atka zapraszana by艂a zar贸wno rodzina, jak i s膮siedzi.
– Na sto艂ach znajdowa艂o si臋 pe艂no specja艂贸w. Trudno by艂o w tamtych czasach o karpia, ale ryba zawsze by艂a na stole. Najcz臋艣ciej by艂a to sma偶ona p艂otka, czasem szczupak.
Poza daniami rybnymi nie mog艂o zabrakn膮膰 makaronu z makiem, zalanego olejem lnianym oraz kapusty z grzybami.
Po kolacji wi臋kszo艣膰 mieszka艅c贸w wioski udawa艂a si臋 na pasterk臋.
Ubrana choinka sta艂a w domu do 艢wi臋ta Trzech Kr贸li, potem by艂a rozbierana.
– Wszyscy czekali艣my na ten moment. Chodzi艂o oczywi艣cie o mo偶liwo艣膰 zjedzenia tego co si臋 na niej znajdowa艂o. Najcenniejsze by艂y cukierki.

OKUPACJA

Zwyczaje panuj膮ce w miejscowo艣ci, w kt贸rej mieszka艂 pan Lucjan niewiele si臋 zmieni艂y po zaj臋ciu tych ziem przez Niemc贸w.
– Troch臋 gorzej wygl膮da艂a sytuacja z 偶ywno艣ci膮. Trzeba by艂o Niemcom oddawa膰 pewn膮 jej cz臋艣膰. Poza tym nie mo偶na by艂o zabi膰 np. 艣winiaka. Ludzie jednak kombinowali i nie by艂o tak 藕le. Niemcy nie przeszkadzali nam 艣wi臋towa膰, oni te偶 uroczy艣cie je obchodzili.
Jedyn膮 niedogodno艣ci膮 by艂 obowi膮zek posiadania przepustek na pasterk臋.
– Najcz臋艣ciej rozdawa艂 je so艂tys, po tym jak otrzyma艂 je od w艂adz niemieckich.

W NIEWOLI

艢wi臋ta sp臋dzone u niemieckiej rodziny w Or偶ynach, gdzie by艂 pracownikiem przymusowym, wspomina ca艂kiem przyjemnie. Kojarzy艂y mu si臋 zwykle z czasem, gdy pojawia艂o si臋 na sto艂ach lepsze jedzenie a w gospodarstwie opr贸cz niezb臋dnych prac nie wykonywano 偶adnych dodatkowych czynno艣ci. Kolacj臋 wigilijn膮 spo偶ywa艂 wraz z pozosta艂ymi dwoma pracownikami, tak jak i inne posi艂ki, w jednym pokoju z rodzin膮 gospodarza, siedz膮c jednak przy oddzielnym stole.
– Jedli艣my te same dania, zawsze panowa艂a troch臋 lu藕niejsza atmosfera. W zwyczaju nie by艂o jednak sk艂adania sobie 偶ycze艅 i 艂amania si臋 op艂atkiem. Niemcy obawiali si臋, 偶e kto艣 zauwa偶y, 偶e s膮 w zbyt dobrej komitywie z wi臋藕niami. Gdyby takie co艣 wysz艂o na jaw, wi臋藕niowie trafiliby do obozu, za艣 gospodarze mieliby k艂opot z otrzymaniem kolejnych pracownik贸w.
Zar贸wno on, jak i pozostali dwaj robotnicy otrzymywali od gospodarzy prezenty.
– By艂y to drobne upominki. Ja jednak do dzi艣 mile wspominam ciep艂e skarpety dziergane na drutach.
Nieco inaczej wygl膮da艂a Wigilia 1944 roku. Front zbli偶a艂 si臋 nieuchronnie. Przez wszystkie miejscowo艣ci przetacza艂y si臋 masy ludzi uciekaj膮cych na zach贸d. W czasie 艣wi膮t panowa艂y minorowe nastroje. Kilka dni wcze艣niej gospodarz wybra艂 pana Lucjana jako pomocnika przy p臋dzeniu bimbru.
– Robili艣my to w nocy w wielkim po艣piechu. Otrzyma艂em za to kilka butelek napoju. Spo偶yli艣my go razem z innymi wi臋藕niami w Wigili臋 po kolacji.

KOLEJARSKA WIGILIA 1945

Po zako艅czeniu dzia艂a艅 wojennych w 1945 roku, pierwsz膮 Wigili臋 pracownicz膮 sp臋dzi艂 wraz z innymi pracownikami kolei. Na stacj臋 w Wielbarku trafi艂o wielu kolejarzy z ca艂ej Polski.
– Sporo by艂o pracownik贸w z Bia艂egostoku, Warszawy, kilku nawet z Krakowa.
Gdy zbli偶a艂 si臋 czas 艣wi膮t, postanowiono urz膮dzi膰 prawdziw膮 kolejarsk膮 Wigili臋. Odby艂a si臋 ona w kolejowym budynku przy dzisiejszej ulicy Kajki. W rogu sali sta艂a niewielka, skromnie ubrana choinka. Opr贸cz za艂ogi stacji i sokist贸w uczestniczyli w niej zaproszeni go艣cie, m.in. komendant milicji i ksi膮dz Domaga艂a. Sto艂y by艂y jednak puste. Panowa艂a wtedy straszna bieda. Jedynym daniem by艂y sma偶one p艂otki z艂owione przez kasjera Pogorzelskiego w pobliskiej Sawicy.
– Pod jedn膮 ze 艣cian sta艂 st贸艂, przy kt贸rym siedzieli najwa偶niejsi go艣cie. Prostopadle do nich ustawione by艂y sto艂y gdzie biesiadowali pozostali. Jedynie na g艂贸wnym stole znajdowa艂y si臋 usma偶one ryby.
Po z艂o偶eniu sobie 偶ycze艅 i podzieleniu si臋 op艂atkiem przyniesionym przez ksi臋dza Domaga艂臋, od艣piewali kilkana艣cie kol臋d.
– Jedyne, czego nie brakowa艂o, to bimber. Kolejarze z Bia艂egostoku przywie藕li dwie spore kany z trunkiem. Ka偶dy pi艂 w czym si臋 da艂o.

W WIELBARKU

Ciekawe zwyczaje panowa艂y w Wielbarku w pierwszych latach po drugiej wojnie. Spo艂eczno艣膰 kolejarzy by艂a bardzo ze sob膮 z偶yta. Wi臋kszo艣膰 mieszka艂a blisko siebie, utrzymuj膮c ze sob膮 bliskie kontakty.
– Zbierali艣my sk艂adki, za kt贸re kupowali艣my drobne prezenty. Przewa偶nie ja by艂em dziadkiem Mrozem. Przebiera艂em si臋 i chodzi艂em po wszystkich domach, daj膮c upominki dzieciom.
P贸藕niej zwyczaj ten zanik艂. Pan Lucjan wspomina jednak jeszcze jedn膮 Wigili臋 zorganizowan膮 przez kolejarzy w pobliskiej szkole. Uczestniczy艂y w niej nie tylko dzieci kolejarzy. W du偶ej sali zbudowana zosta艂a specjalna 艣cianka. W czasie rozdawania prezent贸w ka偶de kolejno dziecko wyczytane, podchodzi艂o do niej i otrzymywa艂o w臋dk臋, za pomoc膮 kt贸rej musia艂o przerzuci膰 偶y艂k臋 z haczykiem ponad 艣ciank膮. Siedz膮ca za ni膮 osoba mocowa艂a na haczyku prezent, kt贸ry dziecko musia艂o samo wyci膮gn膮膰.
– Wiele przy tym by艂o 艣miechu. W tamtych czasach 艣wi臋ta oznacza艂y zupe艂nie co艣 innego ni偶 teraz. Dzi艣 wielu ludzi zapomina o wi臋zach rodzinnych, sp臋dzaj膮c je w w膮skim gronie a najwa偶niejsze dla nich to graj膮cy telewizor, jedzenie i alkohol na stole.

DREWNIANE PODK艁ADY

Niewielu ludzi wie jak wysokie koszty wi膮偶膮 si臋 z budow膮 tor贸w. Kolejowe trakty musz膮 by膰 k艂adzione przy zachowaniu wielu parametr贸w. Tor nie mo偶e nagle skr臋ca膰, a tak偶e wznosi膰 si臋 lub opada膰 pod zbyt du偶ym k膮tem.
Wi膮偶e si臋 z tym budowa odpowiednich nasyp贸w, kt贸rych jednym z zada艅 by艂o wyr贸wnywanie poziom贸w.
– Kiedy艣 za podk艂ady s艂u偶y艂o ciosane r臋cznie d臋bowe drewno. Ile drzew trzeba by艂o 艣ci膮膰, ile to pracy kosztowa艂o – wspomina pan Lucjan.
Podk艂ady kolejowe by艂y nas膮czane odpowiednimi 艣rodkami, kt贸re zapobiega艂y gniciu.
– Dzi臋ki temu wytrzymywa艂y dobrych i ze 20 lat. P贸藕niej te, kt贸re si臋 nie nadawa艂y ju偶 do niczego sprzedawane by艂y pracownikom kolei jako drewno na opa艂. Wed艂ug niego podk艂ady drewniane zdecydowanie przewy偶szaj膮 betonowe. Te nie s膮 tak elastyczne. Cz臋sto bardzo szybko si臋 krusz膮 i trzeba je wymienia膰. Beton zast膮pi艂 drewno ze wzgl臋d贸w ekologicznych.

EMERYTURA

Po d艂ugoletniej pracy pan Lucjan w 1986 roku przeszed艂 na zas艂u偶on膮 emerytur臋. Jak m贸wi niczego nie 偶a艂uje. Praca na kolei bardzo mu si臋 podoba艂a i jak zaznacza czuje si臋 cz艂owiekiem spe艂nionym w swoim zawodzie. Kolejarzem zosta艂 z powo艂ania. W momencie, gdy odchodzi艂 kolej by艂a jeszcze pot臋偶n膮 instytucj膮. Czasy przemian pocz膮tku lat 90. to systematyczny upadek PKP. Na kiedy艣 t臋tni膮cej 偶yciem stacji w Wielbarku dzi艣 trudno nawet znale藕膰 szyny. Ca艂膮 infrastruktur臋 coraz g臋艣ciej porastaj膮 krzewy i trawy. R贸wnie偶 sami ludzie przyczyniaj膮 si臋 do takiego a nie innego wygl膮du budynk贸w. Wiele z cz臋艣ci zabudowy zosta艂o rozkradzionych.
– Ludziom przesta艂o zale偶e膰. Kiedy艣 nie le偶a艂 tu ani jeden papierek, a teraz wi臋kszo艣膰 dworc贸w jest w fatalnym stanie! – ubolewa Lucjan Wo藕niak. Systematycznie likwidowane s膮 kolejne po艂膮czenia.
– Najpierw zamkni臋to tor na Nidzic臋, p贸藕niej zlikwidowano po艂膮czenie z Ostro艂臋k膮, a w ko艅cu i do samego Wielbarka przesta艂y przyje偶d偶a膰 poci膮gi. Pierwsz膮 rzecz膮, jaka zosta艂a zniszczona po zamkni臋ciu stacji, by艂 zegar wisz膮cy na jednej ze 艣cian. Kto艣 zniszczy艂 go, rzucaj膮c w niego ceglank膮 lub kamieniem. B臋d膮c w domu, pan Lucjan cz臋sto wpatruje si臋 w okno, z kt贸rego wida膰 dworzec.
– Serce si臋 kraje, jak si臋 na to wszystko patrzy. U nas kolej si臋 nie op艂aca, a na zachodzie t臋tni 偶yciem. Wiele kraj贸w wprowadzi艂o nakaz przewo偶enia ci臋偶ar贸wek na lawetach kolejowych. Odci膮偶a to drogi i nie powoduje tak szybkiego ich niszczenia.

NA CZYIM艢 GARNUSZKU

Pan Lucjan Wo藕niak, mimo 偶e ma ju偶 84 lata bierze czynny udzia艂 w 偶yciu Wielbarka. Bardzo ch臋tnie dzieli si臋 z innymi swoimi wspomnieniami. Wielokrotnie zapraszany jest na r贸偶nego rodzaju spotkania, w tym tak偶e do szk贸艂, gdzie opowiada o swoich prze偶yciach. Jest jednym z najstarszych mieszka艅c贸w Wielbarka. Rozmowom z panem Lucjanem zawsze towarzyszy mi艂a i czasem bardzo humorystyczna atmosfera:
– Ju偶 ponad dwadzie艣cia lat jestem na emeryturze. Tak sobie czasem my艣l臋, 偶e ju偶 wykorzysta艂em to, co od艂o偶y艂o mi si臋 przez lata mojej pracy. Teraz mo偶na powiedzie膰, 偶e 偶yj臋 na czyim艣 garnuszku. W domu by艂o o艣mioro rodze艅stwa. Do dzi艣 opr贸cz mnie 偶yje tylko dw贸ch najm艂odszych braci.

CIEKAWY CZ艁OWIEK

O bohaterze cyklu naszych artyku艂贸w w bardzo ciep艂ych s艂owach wypowiada si臋 w贸jt Wielbarka Grzegorz Zapadka.
– O panu Lucjanie mog臋 powiedzie膰 same dobre rzeczy. To bardzo ciekawy cz艂owiek – m贸wi.
Pana Lucjana zna od najm艂odszych lat, ich rodziny mieszka艂y bowiem na tej samej ulicy.
– Kolejarze od dziecka kojarzyli mi si臋 z tym, 偶e chodzili w mundurach pod krawatem. Tak te偶 wspominam pana Lucjana. Sam cz臋sto chodzi艂em ogl膮da膰 parowozy manewruj膮ce na dworcu w Wielbarku – wspomina Grzegorz Zapadka.
Jak zaznacza, tacy ludzie jak pan Lucjan s膮 bardzo potrzebni lokalnej spo艂eczno艣ci.
– Bierze on udzia艂 w spotkaniach z m艂odzie偶膮, opowiada jej o historii naszej ma艂ej ojczyzny. Buduje w ten spos贸b 艣wiadomo艣膰 m艂odych ludzi. To bardzo wa偶na sprawa. A do tego potrafi opowiedzie膰 histori臋, kt贸r膮 sam prze偶y艂 w spos贸b atrakcyjny – zauwa偶a w贸jt.

Kategoria: Szczytno-Ostro艂臋ka

Dodaj komentarz